~ Goniąc za marzeniami ~

...zatracić się we własnej bajce...

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ ♥



Przełączając, co chwilę programy w telewizji na inne szukałam czegoś ciekawego, ale jak na razie nie znalazłam nic interesującego. W końcu znudzona pozostawiłam na jakimś kanale muzycznym, gdzie aktualnie leciał kawałek Ariany Grande. W pewnym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Demi, otwórz drzwi! – krzyknęła mama, która była na górze. Nie odpowiadając, po prostu wstałam idąc ślimaczym tempem, gdyż nie śpieszyło mi się, a nic się nie stanie, jak osoba dobijająca się do drzwi poczeka kilka sekund więcej. W końcu pociągnęłam za klamkę otwierając tym samym drzwi i oniemiałam widząc przede mną moją siostrę.
- Kate, co ty tu robisz?

- Przyjechałam w odwiedziny. – powiedziała uśmiechając się szyderczo.
- Demi, kto to? – zapytała mama zbliżając się do korytarza. Katherine weszła do środka stawiając swoje rzeczy, a w tym samym momencie weszła mama.
Zaczyna się.
- Córeczko! Nie wierzę, że tu jesteś! Jak cudownie! Chodź no do mnie. – mama podeszła do dziewczyny mocno ją tuląc, jakby nie widziała ją kilka lat, a przecież ostatni raz była tu zaledwie kilka miesięcy temu.
- Demi, weź bagaże siostry i pomóż jej zanieść do pokoju. – rozkazała. Tak naprawdę jej słowa oznaczały, abym sama targała rzeczy mojej siostrzyczki, bo Kate nie może. Przecież ona tak bardzo się namęczyła z tymi walizkami z taksówki, która zaparkowała obok bramy, aż do samych drzwi. Przemęczyła się, biedna.
- Ma ręce, niech sama sobie je zaniesie. – mruknęłam, po czym odeszłam od tej rodzinnej sielanki do swojego pokoju. Rzuciłam się na swoje łóżko i przyłożyłam twarz do poduszki krzycząc tak głośno, jak się da, aby wyładować całe swoje nerwy…



- Jak radzisz sobie na studiach? – zapytała mama podczas rozmowy z Kate.
- Bardzo dobrze. – dziewczyna uśmiechnęła się, a ja miałam szczerą ochotę zwymiotować.
- Jak zawsze. – mruknęłam pod nosem.
- Widzisz, Demi? Gdybyś się bardziej przyłożyła do nauki to byś miała takie wyniki, jak twoja siostra. – nadszedł czas na wytykanie mi błędów, których moja siostra nigdy nie popełniła. Ona jest przecież idealna we wszystkim.
- Przecież się staram. – westchnęłam głośno grzebiąc widelcem w potrawie.
- Najwidoczniej zbyt mało, bo twoje oceny nie są powalające. Są wręcz słabe. – odparła otwarcie.
Nie wszyscy muszą być tak ‘perfekcyjni’, jak moja siostra, ale dla mojej mamy ja muszę.
Mając taką matkę nauczyłam się przez lata jednego: Jeśli nie jesteś najlepszy, jesteś nikim…




Przetarłam zaspane oczy zaraz po przebudzeniu. Spojrzałam w stronę okna. Jest ciemno. Złapałam natychmiast za telefon, sprawdzając, która jest godzina. 19:07. Cholera, przespałam cały dzień. Świetnie! Wstałam, biorąc ze sobą piżamy oraz bieliznę z garderoby. Weszłam do łazienki robiąc po kolei wszystkie czynności. Kiedy byłam już wykąpana i ubrana w ciuchy do spania, zeszłam na dół, gdzie będąc już na schodach, usłyszałam głos Kate i… Harry’ego? A co on tu robi?
- Nareszcie wstałaś. – usłyszałam głos Styles’a, kiedy tylko pojawiłam się w salonie.
- Pójdę już. Fajnie mi się z tobą rozmawiało, Harry. – Kate uśmiechnęła się do niego, po czym poszła na górę, wcześniej jeszcze posyłając mi szyderczy uśmieszek, kiedy przechodziła obok mnie. Suka!
- Katherine jest bardzo miła. Nigdy nie mówiłaś, że masz siostrę. – odezwał się Loczek.
- Bo nie ma się czym chwalić. – odparłam. – Co cię do mnie sprowadza?
- A, no tak! Robimy jutro z chłopakami grilla koło basenu, więc pomyślałem, czy może byś przyszła? W końcu przydałoby się zrobić jakieś spotkanie takie w gronie przyjaciół. Każdemu dobrze to zrobi.
- W sumie to czemu nie. O której? – zapytałam.
- Około 17? Jeszcze dam ci znać. – pokiwałam głową na znak, że rozumiem. – I Demi? Weź tą swoją przyjaciółkę, Ally, ze sobą, jakbyś mogła, okej?
- Podoba ci się ona, co? – bardziej stwierdziłam, niż zapytałam.
- Może trochę. – przyznał. – Dobra, ja lecę, bo mam jeszcze kilka spraw do załatwienia. Co do jutra to napiszę ci jeszcze dokładnie, o której i powiadom siostrę o tym. – powiedział, idąc do wyjścia.
- Moją siostrę? – powtórzyłam.
- No tak. Ją też zaprosiłem…

*The next day*


Ostatni raz przejechałam szczoteczką po rzęsach i odłożyłam tusz na toaletkę. Podeszłam do lustra, sprawdzając efekt. Zestaw, który wybrałam dobrze współgrał z resztą. Zeszłam na dół, gdzie była już Ally.
- Wychodzimy? – zapytała odrywając wzrok od ekranu telefonu, spoglądając na mnie.
- Musimy chwilę poczekać, Kate jeszcze nie jest gotowa. – burknęłam zdenerwowana. Jak niesamowicie wkurza mnie fakt, że ona też z nami idzie. Nigdzie nie będę mieć już spokoju od niej. Chwilę później usłyszałam stukające obcasy o podłogę, a następnie moją siostrę, która stanęła na środku salonu patrząc na nas obie. Bez słowa wyszłyśmy z domu kierując się do domu zespołu.
To będzie kiepski wieczór…


~ ~ ~
Jeez, nie było mnie tu z jakieś 2 miesiące!
Strasznie, ale STRASZNIE Was za to przepraszam!
Nie wiem, co się ze mną dzieje.
Nie rozumiem, jak mogłam doprowadzić do tak długiej nieobecności.
Niestety, wena nadal zawodzi, ale będę starała się dodawać teraz rozdziały najszybciej, jak tylko dam radę, bo niestety, ale nie mogę Wam zagwarantować, że rozdziały będę wstawiać, co tydzień ze względu na naukę.
Co więcej, będąc szczerą to ten rozdział tak naprawdę nie jest skończony. Dodałam to, co udało mi się napisać, aczkolwiek ten rozdział nie jest skończony, lecz po prostu nie potrafiłam nic więcej tu napisać, a nie mogłam już dłużej znieść tego, że nic nie wstawiłam przez tak długi czas.
Wiem o tym, że Chapter 12 jest nudny, jak flaki z olejem, jestem tego świadoma. Dołożę wszelkich starań, aby następny rozdział był lepszy! :)
Tymczasem czekam na komentarze.
Jeśli się Wam nie podoba, piszcie, jestem otwarta na krytykę. Wiem też, że co do tego rozdziału to tylko tego mogę się spodziewać, bo gdybym mogła to sama zjechałabym siebie za to, co tu napisałam.
Piszcie, bo teraz cholernie potrzebuję Waszych opinii.
Z resztą sami rozumiecie, czemu. :)
Do następnego! ♥

Kocham Was,
AnotherGirl




11.11.2015 o godz. 18:23
Kochani! Wraz z rozpoczętym rokiem szkolnym chciałam Was poinformować, iż rozdziały z którymi od jakiegoś czasu się nie wyrabiam, będę dodawać wtedy, kiedy po prostu będę miała skończony.
Nie będę mówić, kiedy dokładnie, gdyż nie wiem.
Postanowiłam, iż rozdziały będą dodawane 1-2 razy w miesiącu.
Wiem, że to może wydawać się długo, ale ja po prostu muszę teraz skupić się na nauce i stąd taka zmiana, a nie inna.
Po prostu pracować nad kolejnymi częściami tego opowiadania będę mogła tylko w weekendy, gdyż w ciągu tygodnia nie będę mieć czasu, ani też sił.
Zdecydowałam tak, gdyż nie chcę bloga ani zawieszać, ani tym bardziej go kończyć. Po prostu rozdziały będą publikowane nie, co tydzień, a co dwa tygodnie, może dłużej, ale będę starać się, jak tylko mogę, aby go dla was napisać.
Będę próbować w ciągu miesiąca wstawiać więcej rozdziałów, niż jeden, lecz wszystko zależy tylko od czasu i weny.
Mam nadzieję, że rozumiecie, dlaczego jest tak, a nie inaczej i że po prostu nadal ze mną będziecie. :)
Przepraszam raz jeszcze...


Kocham Was,
AnotherGirl


#CHAPTER12 #JUŻ #NIEBAWEM
DemiLovatotumblr_m8xlukrHyy1qc45k.jpg
Tagi: information
04.09.2015 o godz. 18:05
PRZECZYTAJ NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM :)

CZYTASZ = KOMENTUJESZ ♥





- Myślę, że… - Blondyn przez chwilę zastanawiał się, co odpowiedzieć. Postawił na opcję, która ma być dla nich najlepsza, choć tak naprawdę będzie ona najgorsza z możliwych. – …że powinniśmy po prostu o tym zapomnieć.
Demi słysząc te słowa, czuła, jak serce jej pęka. Już teraz wiedziała, że on jej nie kocha. Zapomniała już o słowach, które powiedział Niall kilka dni temu.
- Tak, masz rację. Przyjaciele? – ostatnie słowo wypowiedziała cicho, głos jej się łamał. Niall zapomniał o wszystkim w momencie, gdy usłyszał te słowa wypowiedziane przez kobietę, którą kocha. Jedyne, co teraz czuł to ból. To tak, jakby ktoś wbił mu kołek prosto w serce.
- No jasne. – chłopak resztkami sił wysilił się na uśmiech, który nijak mu wyszedł. Oboje próbowali ukryć prawdziwe uczucia za maskami, które miały zmylić.
Kilka minut później pożegnali się i wyszli kierując się w przeciwnych kierunkach.
Mieli szansę na wyznanie swoich uczuć, lecz wybrali tę gorszą dla nich.
Dlaczego?
Bali się po prostu odrzucenia.
Strach wygrał, a miłość? Miłość tym razem poległa w tej walce…


*Two days later*

Z perspektywy Demi
- Co tam? – spytała Ally zaraz po tym, jak weszła do mojego pokoju. Od spotkania z Niall’em minęły dwa dni, a ja nie wiem, co mam zrobić, gdzie się podziać. Nie potrafię znaleźć sobie miejsca. Cokolwiek robię, przerywam, bo moje myśli krążą tylko wokół niebieskookiego blondyna, który namieszał mi w głowie.
- W porządku. – wysiliłam się na uśmiech, który nie był prawdziwy, lecz nijak mi to wyszło.
- Jasne, a ja mam jednorożca. Co jest?
- Niall – powiedziałam cicho, ale na tyle głośno, aby usłyszała.
- Pokłóciliście się? – zapytała.
- Rozmawiałam z nim. – mruknęłam. I tak właśnie opowiedziałam przyjaciółce o tym, jak przebiegło spotkanie z Horan’em.
- Naprawdę mi przykro, Dems. Ale ja i tak mimo wszystko wierzę, że będziecie razem.
- Alison, proszę przestań.
- Ale taka jest prawda. Oboje się lubicie i każdy to widzi. Czemu tylko wy tego nie chcecie zauważyć?
- Przestań! Mam tego dosyć! Powiedział otwarcie, jak jest i nie potrzeba mi nic więcej. Nie ma nas, rozumiesz? On mnie nie kocha! – krzyknęłam ostatnie zdanie. Wzięłam głęboki wdech, nim zacznę dalej mówić. – On po prostu się jasno wyraził. Zakończmy temat o Niall’u, dobrze? Tylko o tyle cię proszę. – po wypowiedzianych słowach poszłam do swojego pokoju głośno trzaskając drzwiami…

Z perspektywy Niall’a
- Niall możesz się skupić? – westchnął Harry, najprawdopodobniej tracąc cierpliwość.
- Przepraszam, spróbujmy jeszcze raz. – mruknąłem. Staram się nie myśleć o Lovato, ale każda próba kończy się tym, że i tak o niej myślę, a przez to nie skupiam się na nagrywaniu piosenki, którą wciąż powtarzamy z mojej winy.
- Dobra, chłopaki, może lepiej zróbmy pięć minut przerwy, co? – odezwał się Payne.
- Niech będzie. – zgodził się Tomlinson, a zaraz po nim reszta. Usiadłem na skórzanej kanapie biorąc butelkę wody do ręki.
- Co jest z tobą, stary? – zapytał Styles, siadając obok mnie.
- Nic. Czemu pytasz?
- Jeszcze się pytasz? Bujasz w obłokach przez cały ten czas odkąd przyszliśmy. Co się stało? – zapytał.
- Nic…takiego. – mruknąłem.
- Chodzi o te spotkanie z Demi, nie? – zapytał po chwili zastanowienia. Nie odpowiedziałem. – Czyli tak. Słuchaj…
- Harry, skończ, nie chce o tym gadać. Już wystarczająco, że nie mogę przestać o tym myśleć. Nie chce żadnych złotych rad. Chce po prostu zapomnieć. Jesteśmy przyjaciółmi i najwidoczniej tak miało być. – burknąłem.
- Tak ustaliliście? – chłopak zaśmiał się głośno. – Niall, przecież wy nie dacie rady się przyjaźnić. Za bardzo ją kochasz. Z resztą ona ciebie też.
- Ty tak uważasz. Ona chce się tylko przyjaźnić.
- Ale Niall…
- Daj spokój, dobra? Wracajmy lepiej na próbę. Mamy dziś dużo do zrobienia…

Z perspektywy Demi
Kiedy wyszłam z domu, uderzył we mnie podmuch zimnego powietrza. Słońce schowało się za chmurami, a wiatr coraz bardziej się nasilał. Zapięłam kurtkę, po czym ruszyłam w kierunku miejsca, które zawsze mi pomaga, kiedy mam zły humor.
Kilka minut później dotarłam do dobrze znanego mi studia w którym często bywam. Weszłam do ogromnej sali, gdzie zawsze gram z chłopakami.
Przez ostatnie dwa dni pracowałam nad piosenką, która opisuje moje uczucia do Niall’a. W domu grałam kawałek po kawałku, ale dopiero teraz zagram całość, aby zobaczyć, czy jest dobrze. Usiadłam przy pianinie, po czym patrząc na kartkę na której zapisane są nuty, zaczęłam grać.



I don't know why, I don't know why I'm so afraid /
Nie wiem dlaczego, nie wiem dlaczego jestem tak przestraszona

I don't know how, I don't know how to fix the pain /
I nie wiem jak, nie wiem jak przerwać ten ból

We're livin' a lie, livin' a lie this needs to change /
Żyjemy w kłamstwie, żyjemy w kłamstwie, musimy to zmienić

We're out of time, we're out of time and it's still the same /
Uciekliśmy przed czasem, uciekliśmy przed czasem, I ciągle to samo

We can't stop the world, but there's so much more that we could do /
Ref: Nie możemy zatrzymać świata, ale jest dużo rzeczy, które moglibyśmy zrobić

You can't stop this girl, from falling more in love with you /
Nie możesz zatrzymać tej dziewczyny od zakochiwania się w tobie

You said 'nobody has to know’ /
Powiedziałeś 'nikt nie musi wiedzieć'

Give us time to grow, and take it slow /
Daj nam czas, żebyśmy dorośli i zrobili to powoli

But I'd stop the world, if it'd finally let us be alone, let us be alone /
Ale zatrzymałabym świat, jeżeliby to sprawiło, że zostalibyśmy sami

I'm hearing the noise, hearing the noise from all around /
Słyszę hałas, słyszę hałas wokoło

I'm on the edge, I'm on the edge of breaking down /
Jestem na krawędzi, jestem na krawędzi załamania

Like Bonnie and Clyde, let's find a ride, and ditch this town /
Jak Bonnie I Clyde jedźmy I porzućmy to miasto

To keep it alive, keep it alive, don't make a sound /
Aby utrzymać przy życiu, utrzymać przy życiu, nie wydawaj dźwięku

We can't stop the world, but there's so much more that we could do /
Ref: Nie możemy zatrzymać świata, ale jest dużo rzeczy, które moglibyśmy zrobić

You can't stop this girl, from falling more in love with you /
Nie możesz zatrzymać tej dziewczyny od zakochiwania się w tobie

You said 'nobody has to know’ /
Powiedziałeś 'nikt nie musi wiedzieć'

Give us time to grow, and take it slow /
Daj nam czas, żebyśmy dorośli i zrobili to powoli

But I'd stop the world, if it'd finally let us be alone, let us be alone /
Ale zatrzymałabym świat, jeżeliby to sprawiło, że zostalibyśmy sami

Never wanna take that final look /
Nigdy nie chcę zobaczyć końca

I'll turn another page, won't close the book /
Przewrócę na inną stronę, nie zamknę książki

We can't stop the world, but there's so much more that we could do /
Ref: Nie możemy zatrzymać świata, ale jest dużo rzeczy, które moglibyśmy zrobić

You can't stop this girl, from falling more in love with you /
Nie możesz zatrzymać tej dziewczyny od zakochiwania się w tobie

You said 'nobody has to know’ /
Powiedziałeś 'nikt nie musi wiedzieć'

Give us time to grow, and take it slow /
Daj nam czas, żebyśmy dorośli i zrobili to powoli

But I'd stop the world, if it'd finally let us be alone, let us be alone /
Ale zatrzymałabym świat, jeżeliby to sprawiło, że zostalibyśmy sami…



*One hour later*

Przełączając, co chwilę programy w telewizji na inne szukałam czegoś ciekawego, ale jak na razie nie znalazłam nic interesującego. W końcu znudzona pozostawiłam na jakimś kanale muzycznym, gdzie aktualnie leciał kawałek Ariany Grande. W pewnym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Demi, otwórz drzwi! – krzyknęła mama, która była na górze. Nie odpowiadając, po prostu wstałam idąc ślimaczym tempem, gdyż nie śpieszyło mi się, a nic się nie stanie, jak osoba dobijająca się do drzwi poczeka kilka sekund więcej. W końcu pociągnęłam za klamkę otwierając tym samym drzwi i oniemiałam widząc przede mną moją siostrę.
- Kate, co ty tu robisz?


~ ~ ~
* Do rozdziału dodałam muzykę w normalnej wersji, a nie w wersji piano tak, jak powinno być dlatego, że takowej wersji po prostu nie znalazłam...

Rozdział 11. mamy już za sobą. :)
Tak, jak wspomniałam powyżej, mam dla Was kilka informacji, a mianowicie...

1. Od jakiegoś czasu prowadzę na wattpadzie ff "You Are My Princess".Chętnych zapraszam do czytania, a jeśli ktoś ma konto na tej stronie i to opowiadanie mu się spodobało to komentarze i gwiazdki mile widziane! Serdecznie Zapraszam! :)
2. Kilka dni temu poznałam @anaesthesia i wspólnie postanowiłyśmy utworzyć konwersacje na facebook'u w której uczestniczyć będą blogerki z bloblo.
Po co to wszystko?
Otóż po to, żebyśmy mogły się po prostu lepiej poznać, a w razie czego sobie pomóc, doradzić w sprawie bloblo, czy czegokolwiek innego! :)
Jeśli ktoś jest chętny, aby dołączyć to piszcie priv! :)
ZAPRASZAM! ♥
3. Pytanie: Kto według Was powinien zagrać w roli Kate, siostry Demi? Piszcie propozycje, a w następnym rozdziale powiadomię Was, kogo wybrałam! :)
Cóż...to by było tyle, jeśli chodzi o informacje. Chodź zdaje mi się, że miałam Wam coś jeszcze powiedzieć...
Tak, czy siak, jak mi się przypomni to powiadomię Was następnym razem, a tymczasem czekam na Wasze komentarze, których mam nadzieję, że będzie więcej, niż poprzednio! :)

PS.Dziś, jak wiecie, a może i nie jest 5. rocznica powstania One Direction.
Z tej oto okazji wstawiam oto ten obrazek, który jest poniżej! :>
#Directioners,
#ThankYou1DFor5AmazingYears ♥

Kocham Was,
AnotherGirl

11755637_528467727304430_3579058505016078341_n.jpg
23.07.2015 o godz. 19:51
CZYTASZ = KOMENTUJESZ ♥



- Z tego, że osobę, której przez cały czas szukałem była tak naprawdę cały czas w pobliżu, a nawet na wyciągnięcie ręki. Nie rozumiem, jak sam nie zdałem sobie z tego wcześniej sprawy otrzymując przez cały czas wskazówki, które jasne mówiły, że… - chłopak przerwał spoglądając na mnie.
- Że co? – mruknęłam zirytowana.
- Demi to ty jesteś tą, której szukałem, rozumiesz? Ty! – krzyknął ostatnie słowo, a ja doznałam szoku. Nie wiedziałam, co powiedzieć, jak zareagować. Chłopak podszedł bliżej mnie na tyle blisko, że nasze ciała się ze sobą stykały. Kiedy chciałam się odsunąć, wykonać jakikolwiek ruch, Niall spojrzał w moje oczy, jakby chciał coś wyczytać, a potem? Potem mnie pocałował…


*A few days later*

Od czasu pocałunku nie widziałam się więcej z Blondynem. Wiem, że chłopacy mają teraz zawirowanie z powodu płyty, której jeszcze nie skończyli. Co do Horan’a… nie wiem, jak mam rozumieć ten pocałunek. Podobam się mu, czy może to nic wcale dla niego nie znaczyło?
Fakt faktem, że ostatnio można powiedzieć wyznał mi swoje uczucia, a ja się zastanawiam, co on do mnie czuje. Jestem głupia, wiem, ale nie lubię po prostu, kiedy ktoś coś robi, a potem zostawia bez słowa wytłumaczenia. Muszę wiedzieć, na czym stoję, a chłopak, który milczy od kilku dni wcale mi tego nie ułatwia, a wręcz przeciwnie. Wariuje od natłoku myśli i nie wiem, co mam ze sobą zrobić.
Od tamtego dnia gdziekolwiek jestem ciągle moich myśli przybywa coraz więcej i więcej, a ja nie wiem, jak mam to wszystko rozumieć. Mogę iść i się zapytać, to prawda. Ale co to da? Wtedy zachowałabym się jakby zależało mi na nim. A przecież… sama w sumie nie wiem, co sądzić w tej sprawie. Zależy mi? Podoba mi się? Nie wiem.
Lecz wiem, że ta sprawa z pocałunkiem musi się wyjaśnić…

Do: Niall
Musimy porozmawiać. Odezwij się, kiedy będziesz mieć chwilę…

Na wiadomość nie czekałam długo, gdyż odpowiedź dostałam niemal w ciągu kilku minut.

Od: Niall
Miałem właśnie napisać do ciebie to samo. Spotkajmy się w Starbucksie za 20 minut.

Wstałam prędko z łóżka kierując się prosto do garderoby, gdzie próbowałam usilnie szybko coś znaleźć, gdyż mam tylko jakieś dziesięć minut na przygotowanie. Po krótkim zastanowieniu założyłam zestaw (oprócz okularów). Nie pomalowałam się, gdyż nie miałam nawet na to czasu. Zeszłam na dół, gdzie nalałam sobie do szklanki soku, po czym szybko opróżniłam naczynie. Wzięłam telefon, słuchawki i wyszłam z domu czując, jak powoli dopada mnie ogromne zdenerwowanie…


- Proszę. – kobieta podała mi kawę, którą chwilę temu zamówiłam. Wręczyłam pieniądze za zakup, po czym zajęłam miejsce przy jednym z stolików znajdujących się w tym miejscu. Z powodu braku zajęcia rozglądnęłam się po pomieszczeniu oglądając z dokładnością każdy kąt, każdy zakamarek, jakiego udało mi się dopatrzyć. Gdy już mi się to znudziło, zerknęłam na ludzi widząc ich przez szybę, której niedaleko siedziałam. Widok śpieszących się dorosłych ludzi najprawdopodobniej do pracy, dzieci cieszących się dniem, pochłonął mnie do tego stopnia, że nie zauważyłam, kiedy do środka wszedł Niall. Dopiero, kiedy rozmawiał z kobietą za ladą, zapewne składając zamówienie, dostrzegłam go: biała bluzka, czarne spodnie i buty tego samego koloru. Wreszcie chłopak odwrócił się szukając mnie, a kiedy spotkaliśmy się wzrokiem, doznałam osłupienia. Moje ciało nie chciało się ruszyć, zrobiło mi się gorąco, a serce waliło tak mocno, że myślałam, że zaraz mi wyleci.
On jest idealny.
Czy ja właśnie tak pomyślałam? Przecież ideałów nie ma, wiem, ale on nim jest dla mnie. Jak mogłam tego wcześniej nie zauważyć? O czym ja myślę? Cholera, muszę się uspokoić. Nie mogę tak myśleć. Chłopak przywitał się, a następnie usiadł lekko się uśmiechając, a ja to odwzajemniłam.
- Co u ciebie? – zapytał na pełnym luzie.
- Dobrze, bez zmian, a u ciebie? – mruknęłam.
- Tak samo. Ciągle jestem w studiu. Menager daje niezły wycisk z powodu płyty. Ale poprzednio też tak było, więc jakoś idzie. – Horan mówił tak szybko, że nie nadążałam. – Więc niestety, ale mam tylko godzinę. Potem znowu się zacznie. – znów się uśmiechnął. Dlaczego on nie przestaje się uśmiechać?
- Dobrze, rozumiem. Mieliśmy o czymś pogadać… - zaczęłan czując, jak robi mi się gorąco ze zdenerwowania. Niall wyprostował się na krześle, a następnie na mnie spojrzał.
- Które zaczyna? – zapytał.
- Może ja…



Z perspektywy narratora
Oboje byli bardzo zdenerwowani, oboje nie wiedzieli, co mają powiedzieć. Mieli te same myśli, oboje kochali, lecz bali się. Bali się odrzucenia.
- Więc… - zaczął chłopak, lecz na tym słowie zaprzestał. Nie wiedział, czy ma powiedzieć to, co czuje, skłamać, czy po prostu milczeć.
- Więc… - dziewczyna również na tę chwilę, jakby zapomniała nagle, co chciała powiedzieć. Wszystkie odpowiednie słowa, jakby wyparowały. Jedyne, co chciała wyznać to, to, co do niego czuje, lecz bała się, że on nie czuje tego samego. – Co do tego, co się wydarzyło…
- Myślę, że… - Blondyn przez chwilę zastanawiał się, co odpowiedzieć. Postawił na opcję, która ma być dla nich najlepsza, choć tak naprawdę będzie ona najgorsza z możliwych. – …że powinniśmy po prostu o tym zapomnieć.
Demi słysząc te słowa, czuła, jak serce jej pęka. Już teraz wiedziała, że on jej nie kocha. Zapomniała już o słowach, które powiedział Niall kilka dni temu.
- Tak, masz rację. Przyjaciele? – ostatnie słowo wypowiedziała cicho, głos jej się łamał. Niall zapomniał o wszystkim w momencie, gdy usłyszał te słowa wypowiedziane przez kobietę, którą kocha. Jedyne, co teraz czuł to ból. To tak, jakby ktoś wbił mu kołek prosto w serce.
- No jasne. – chłopak resztkami sił wysilił się na uśmiech, który nijak mu wyszedł. Oboje próbowali ukryć prawdziwe uczucia za maskami, które miały zmylić.
Kilka minut później pożegnali się i wyszli kierując się w przeciwnych kierunkach.
Mieli szansę na wyznanie swoich uczuć, lecz wybrali tę gorszą dla nich.
Dlaczego?
Bali się po prostu odrzucenia.
Strach wygrał, a miłość? Miłość tym razem poległa w tej walce…


~ ~ ~
PRZEPRASZAM!
Tak bardzo Was przepraszam za tak długą nieobecność.
Nie wiem, czy niezbędne jest tu moje usprawiedliwienie.
Brak weny i też trochę lenistwo jest przyczyną tak długiej nieobecności tutaj.
Dziękuję za tyle komentarzy pod ostatnim rozdziałem.
Nie wiem, czy zasłużyłam na to, ale dziękuję! :)
Co do waszych blogów to obiecują, że postaram się wszystko nadrobić, jak najszybciej. Zabiorę się dziś, a jak nie zdążę dziś wszystkiego to na pewno jutro. :)
Dziękuję i przepraszam...
Życzę Wam cudownych wakacji!! :*

Kocham Was,
AnotherGirl


09.07.2015 o godz. 00:09
CZYTASZ = KOMENTUJESZ ♥



[…] ponad tydzień temu jeszcze szczerze nienawidziliśmy, a dziś? Dziś jesteśmy przyjaciółmi i nadal nie wierzę, jak to się stało i w dodatku tak szybko. Jestem tylko ciekawa, jakie niespodzianki ma dla mnie jeszcze los…
Nagle zadzwonił dzwonek, a ja podskoczyłam, jak poparzona. Spakowałam się szybko i ruszyłam w kierunku wyjścia ciesząc się, że mogę wreszcie iść do domu…


The next day

Obudziłam się za pomocą budzika, którego dźwięk rozniósł się po całym moim pokoju. Odnalazłam ręką przycisk do wyłączenia nieznośnego dźwięku, po czym położyłam na głowie poduszkę próbując zasnąć jeszcze na kilka minut, ale na marne. Nie mogłam już spać. Mimo, iż powinnam dziś iść do szkoły to nie poszłam. Chciałam trochę odpocząć, więc tata pozwolił mi zostać. Wzięłam telefon do ręki, który znajdował się po lewej stronie łóżka. Musiałam zasnąć podczas pisania wiadomości z Niall’em. Obejrzałam się w stronę okna, za którym słońce przyjemnie świeciło. Pogoda ostatnio naprawdę zadziwia, ale skoro już tak jest to trzeba to wykorzystać.
Wstałam, po czym zaraz zeszłam na dół, gdzie było cicho i pusto, jak zawsze z resztą. Spojrzałam na zegar wiszący na ścianie w salonie. 11:57. Nie wierzę, że spałam tak długo, ale cóż…
Będąc w kuchni, zaczęłam robić sobie śniadanie, a kiedy już skończyłam usiadłam przy stole jedząc swój posiłek…


Wyszłam z łazienki niosąc ze sobą zestaw, który założę na dzisiejszą uroczystość. Najpierw zajęłam się makijażem, który, jak zawsze był delikatny. Następnie były włosy, które wysuszyłam i uczesałam, pozostawiając rozpuszczone. Na koniec ubrałam sukienkę oraz buty wraz z dopasowanymi do stroju dodatkami. Uznałam, że jestem gotowa do wyjścia, więc zeszłam na dół, gdzie czekał na mnie Niall, z którym miałam udać się na miejsce.
- Gotowa? – zapytał, kiedy wsiedliśmy do auta.
- Tak, wszystko wzięłam i… - mruknęłam, kiedy chłopak pokręcił głową. – Co?
- Chodziło mi o to, czy jesteś gotowa na występ? – odpalił silnik, po czym odjechaliśmy.
- Tak…nie…nie wiem. Chyba jestem. – powiedziałam zmieszana, bo tak naprawdę nie wiedziałam, czy jestem przygotowana na to, co stanie się za kilka minut.
- Dasz radę. W końcu ja też tam będę…- powiedział, a ja uniosłam brwi do góry próbując zrozumieć, o co mu chodzi. -…i chłopacy. Będzie dobrze. – wyjaśnił. Uśmiechnął się, po czym skręcił na parking, gdzie zaparkował. Wysiedliśmy z samochodu, po czym skierowaliśmy się w stronę budynku, gdzie odbywa się aktualnie uroczystość zorganizowana przez mojego tatę. Kiedy weszliśmy do środka było już tam pełno ludzi, którzy stali i rozmawiali, lub siedzieli gdzieś dalej przy stolikach. W tle grała przyjemna dla uszu piosenka, której tytułu nie pamiętałam, choć w radiu często ją puszczano. Wokół jest pełno sławnych osobistości. Mam ochotę podejść do każdego, ale przecież nie mogę tego zrobić, bo to byłoby dziwne.
Jak to możliwe, że jestem córką znanego producenta, a jestem pierwszy raz na takiego typu uroczystościach, gdzie do samych drzwi sala przepełniona jest różnymi sławami, które, na co dzień mogę spotkać tylko w telewizji? Otóż dlatego, że nigdy wcześniej tata nie zabierał mnie na nic podobnego. Kiedyś, gdy miałam z nim lepszy kontakt to opowiadał mi o tym, ale nigdy nie wziął ze sobą. W sumie mnie też jakoś nie zależało, żeby chodzić na takie przyjęcia. No może czasami, bo wtedy miałabym okazję spotkać jakieś osoby, których fanką jestem, ale mimo wszystko nie śpieszyło mi się z tym, gdyż i tak częściej nie miałam zbytnio okazji za bardzo, ale mniejsza o to…
Wystrój tego miejsca nie był ani trochę staroświecki, jakby się komuś wydawało, a wręcz przeciwnie. Sala wystrojona była bardziej, jakby tu miała odbyć się zwykła impreza. W każdym kącie pomieszczenia na samej górze znajdowały się światła przeróżnych kolorów, które rozświetlały całą salę. Stoliki nie wyróżniały się prawie niczym. Na samym końcu tego pomieszczenia była duża scena, na którą padały reflektory, światła i wszystko, co powinno być. I to właśnie miejsce przykuwało tutaj największą uwagę, więc przez to mój stres zwiększył się dwukrotnie. Nie wiedziałam, jak sobie poradzę. Dotąd śpiewałam dla siebie. Jedynymi osobami, które słyszały mój głos oraz moje piosenki są chłopacy i Ally, nikt więcej. Teraz będę musiała zaśpiewać dla większego grona, lecz nie dla takiego zwyczajnego, bo przed ważnymi osobistościami od profesjonalnych piosenkarzy się zaczynających, poprzez aktorów, aż po samych reżyserów, czy producentów, między innymi mojego tatę, który stał niedaleko sceny i z kimś zawzięcie rozmawiał. Teraz to denerwowałam się niesamowicie, gdyż jakby nie patrzeć zbłaźnię się przed nie byle, jakimi ludźmi.
- Hej, Dems! – krzyknął ktoś za mną. Rozpoznałam znajomy mi głos odwracając się, a już po chwili spostrzegłam Luke’a i Jake’a idących w moim kierunku.
- Chłopacy, ja tam chyba nie wyjdę. – powiedziałam na wstępie chłopakom. Moich myśli zbierało się coraz więcej, a większość z nich były negatywne, dlatego zniechęcałam się jeszcze bardziej do wystąpienia.
- Ej, dasz radę. Powalisz wszystkich na kolana swoim głosem, a z resztą straciłaś tyle czasu na ćwiczenia, żeby się teraz poddać. – odezwał się Jake, a Luke go poparł.
- Ale ja się ośmieszę! Spójrzcie, przed kim będziemy występować. – mruknęłam wskazując przyjaciołom na wszystkich, a oni niewzruszeni tym, co powiedziałam nadal trzymali się swojego zdania. Po pięciu minutach przekonywania mnie wreszcie im ustąpiłam, gdyż oni są strasznie uparci, a ja nie mam sił na to, żeby się sprzeciwić, gdyż stres zrobił już swoje. Nawet nie zauważyłam, kiedy mój tata wyszedł na scenę, aby powiedzieć kilka słów, a kiedy już to zrobił zaprosił mnie na scenę oraz chłopaków, a ja poczułam ogromną gulę w gardle oraz to, że już nie ma odwrotu. Chciałam zawrócić, ale moje nogi, jakby się sprzeciwiały, kierowały mnie prosto na scenę. Gdy już się na niej znalazłam chłopacy zajęli swoje miejsca, ja natomiast podeszłam do mikrofonu i oniemiałam widząc tyle ludzi. Wydawało mi się, że ich jest mniej. Czy mogę uciec?



Postanowiłam się uspokoić. Wzięłam kilka głębszych wdechów, a kiedy uznałam, że jestem wystarczająco uspokojona dałam znak chłopakom, że mogą grać. Usłyszałam pierwsze dźwięki nowej piosenki, nad którą ostatnio pracowałam. Wsłuchałam się dokładnie w melodię, po czym wydałam z siebie pierwsze słowa utworu.


…I can make the rain stop, if I wanna
Just by my attitude
I can take my laptop, record a snapshot
And change your point of view…


Stres powoli znikał, a ja poczułam odwagę z każdym zaśpiewanym przeze mnie słowem.

…I just entered this brand new world
And I'm so open hearted
I know I've got a long way to go
but I'm, I'm just getting started…


Kiedy nadszedł refren doznałam sił, a wtedy dałam ponieść się emocjom.

I'm over my head and
I know it, I know it
I'm doin' my best
Not to show it, to show it

Whatever it takes to be
What I was meant to be
I'm gonna try
'Cause I'm Living the dream
And I know it, I know it

I'm trying my best
Not to blow it, to blow it
And I know everything will be fine
With me, myself, and time
And time... (7x)

I go where life takes me
but some days it makes me
Want to change my direction
Sometimes it gets lonely but I know
that it's only a matter of mind perception

I just entered this brand new world
And I'm so open hearted
I know I've got a long way to go
but I'm, I'm just getting started

I'm over my head and
I know it, I know it
I'm doin' my best
Not to show it, to show it

Whatever it takes to be
What I was meant to be
I'm gonna try
'Cause I'm living the dream
And I know it, I know it

I'm trying my best
Not to blow it, to blow it
And I know everything will be fine
With me, myself, and time

And maybe there's nothing like this moment
So just be real and let the truth be spoken
Whatever's broke I can make it unbroken
Turn the lead in my hand and the stars stand golden

…Just try, more love
If I just try, more love
Then I'll find myself in time […]


Na koniec piosenki rozpierała mnie ogromna energia, radość, a zdenerwowanie, które przedtem we mnie tkwiło znikło niczym bańka mydlana. Wszystko, co przedtem mnie dręczyło ulotniło się gdzieś w powietrzu, a ja dałam ponieść się chwili kompletnie zapominając o ludziach, którzy z zainteresowaniem oglądali mój występ. Gdy zaśpiewałam ostatnie słowa, ci, którzy dotychczas siedzieli, wstali, po czym zaczęli głośno klaskać, a ja tylko się szczerze uśmiechnęłam i zeszłam ze sceny. Dopiero zdałam sobie sprawę, co zrobiłam, ale w sumie cieszyłam się z tego, gdyż nie sądziłam, że obudzi się we mnie taka odwaga. Niektóre sławne osoby podeszły do mnie chwaląc mój występ, a ja z uśmiechem dziękowałam za miłe słowa. Przez cały czas rozglądałam się po pomieszczeniu poszukując osoby, której oczekiwałam teraz. Starałam się skupić na osobie, która do mnie obecnie przemawiała, lecz nie potrafiłam mimo wszystko tego zrobić, gdyż z nich wszystkich nikt nie był tym, którego teraz potrzebowałam, a mianowicie nikt nie był Niall’em, który nagle gdzieś znikł. A przecież w trakcie mojego wystąpienia jeszcze był, więc gdzie on jest?!


Szukałam Horan’a już od dobrych dziesięciu minut, a jego nadal nigdzie nie było. Nagle przed oczami mignęła mi znajoma twarz. Liam. Natychmiast do niego podeszłam.
- Hej, wiesz może, gdzie jest Niall? – zapytałam chłopaka prosto z mostu.
- Nie, a stało się coś? – zapytał zmartwiony Payne.
- Nie wiem. Był, a po występie gdzieś znikł. Szukam go od kilku minut i nadal nic. – mruknęłam rozczarowana. Ale czym? Tym, że nie mogę go znaleźć, czy tym, że zapadł się pod ziemię i w momencie, kiedy miał być, jego nie ma. Myślę, że to drugie wytwarza we mnie takie emocje.
- Na pewno się zaraz znajdzie. Choć moment…widziałem go! Szedł chyba, jak dobrze kojarzę w kierunku wyjścia od tamtej strony. – przyjaciel Horan’a wskazał na drzwi, które prowadziły na drugą stronę parkingu.
- Dziękuję. – wypowiedziałam, a kiedy chciałam już odejść, Liam mnie zatrzymał wypowiadając moje imię.
- A tak w ogóle świetny występ! – krzyknął na tyle, abym go usłyszała z powodu muzyki, która rozbrzmiała na całą salę. Podziękowałam, po czym szybko pokierowałam się w stronę, w którą najprawdopodobniej wcześniej szedł Blondyn. Kiedy uderzyło we mnie chłodne powietrze przetarłam dłońmi ramiona, aby zrobiło się mi trochę cieplej. Rozejrzałam się wokół w celu znalezienia przyjaciela, lecz po nim nie ma żadnego śladu. Gdy chciałam już wrócić do środka spostrzegłam blond czuprynę. Przyjrzałam się dokładniej osobie siedzącej na ławce kawałek dalej, a kiedy rozpoznawałam, że to Niall podeszłam szybko uderzając obcasem o ziemię i tym samym wytwarzając hałas, co zwróciło uwagę Horan’a.
- Demi… - wypowiedział te słowa w taki sposób, jakby nie spodziewał się, że mnie tutaj zobaczy.
- Tak mam na imię. Dlaczego wyszedłeś? – zapytałam.
- N-nie…ja...nie wi-em. Po prostu słysząc twój głos… - chłopak z lekka się jąkał. Miałam wrażenie, że nie wie, co powiedzieć, a ja nie rozumiałam nic z tego, co próbował mi przekazać.
- Co? Wiem, że nie jest doskonały i w ogóle, ale… - chłopak pokręcił głową tym samym przerywając moją wypowiedź.
- Nie o to mi chodziło. – mruknął kierując swój wzrok na swoje ręce, którymi zaczął się bawić nie przejmując się zbytnio tym, że ja siedzę tu oczekując na to, co ma mi do powiedzenia, a tutaj nie jest jakoś specjalnie ciepło. Wstałam chodząc w tę i z powrotem.
- Więc mnie oświeć i powiedz mi, co jest. – burknęłam będąc lekko zdenerwowana tym, że mówi do mnie półsłówkami nie wyrażając się konkretnie.
- Po prostu usłyszałem twój głos i zdałem sobie z czegoś sprawę. – powiedział.
- Z czego? – zapytałam.
- Z tego, że osoba, której przez cały czas szukałem była tak naprawdę cały czas w pobliżu, a nawet na wyciągnięcie ręki. Nie rozumiem, jak sam nie zdałem sobie z tego wcześniej sprawy otrzymując przez cały czas wskazówki, które jasne mówiły, że… - chłopak przerwał spoglądając na mnie.
- Że co? – mruknęłam zirytowana.
- Demi to ty jesteś tą, której szukałem, rozumiesz? Ty! – krzyknął ostatnie słowo, a ja doznałam szoku. Nie wiedziałam, co powiedzieć, jak zareagować. Chłopak podszedł bliżej mnie na tyle blisko, że nasze ciała się ze sobą stykały. Kiedy chciałam się odsunąć, wykonać jakikolwiek ruch, Niall spojrzał w moje oczy, jakby chciał coś wyczytać, a potem? Potem poczułam tylko jego usta na swoich...


~ ~ ~
Przepraszam za opóźnienie z rozdziałem o jakiś tydzień. Wiem, że nawet moje przeprosiny i wyjaśnienia mnie nie usprawiedliwią.
Brak weny nie pozwolił mi na napisanie znośnego rozdziału, więc byłam zmuszona tak postąpić.
Wybaczcie... (po raz kolejny)
A co do samego rozdziału - jak wrażenia?
Zaskoczeni takim przebiegiem zdarzeń?
Co myślicie?
Piszcie swoje szczere opinie pod tym wpisem.
Mam nadzieję, że notka się Wam spodobała, oby...

Kocham Was,
AnotherGirl

123.jpg
Tagi: chapter 9...
24.05.2015 o godz. 12:13
CZYTASZ = KOMENTUJESZ ♥



- Nie wierzę, że dałam się na to namówić. – powiedziałam.
- Nie miałaś wyboru. I tak bym cię zaciągnął nawet, jakbyś nie wyraziła na to zgody. – chłopak powiedział uśmiechając się najbardziej, jak mógł, co ponownie doprowadziło mnie do wybuchu śmiechu.
- Wariat z ciebie! – mruknęłam.
- Wiem o tym. – bawiliśmy się ciągle coś mówiąc i śmiejąc się. W pewnym momencie stanęliśmy w połowie, na samej górze.
- Co się stało? – krzyknął Niall do mężczyzny.
- Wystąpiły małe problemy techniczne.– powiedział.
- Że co?!

- Spokojnie, już nad tym pracuję. – uspokajał mężczyzna będący na dole.
- No to trochę tutaj posiedzimy. – mruknął Niall.
- Na to wychodzi. – powiedziałam. – Jeśli mamy już tutaj siedzieć, w nocy, to może opowiesz mi coś o sobie, a ja o Tobie, hm? – zapytałam.
- Dobra, niech będzie. – powiedział uśmiechnięty. – Ty pierwsza…

Z perspektywy Alison
Impreza trwała w najlepsze. Demi gdzieś zniknęła, a mój kuzyn rozmawia z jakąś dziewczyną, która wpadła mu w oko. Alkohol leciał strumieniami. Drink znikał za drinkiem. Nie wiem nawet, ile wypiłam. Po trzecim przestałam liczyć. Czułam, że jutro będzie bolała mnie strasznie głowa, ale w tym momencie nie zależało mi na tym. Ważna jest teraz ta chwila. Moment, aby się rozluźnić, wyluzować i dać ponieść muzyce. Tańczyłam sama z trunkiem w ręce rozkoszując się piosenką, która grała w sali. Dałam ponieść się emocjom. Bawiłam się popijając, co chwile zimny napój, po którym jutro będę się kiepsko czuć, ale kogo to teraz obchodzi? Zabawa. To jest to, o czym trzeba myśleć. Czując zmęczenie stanęłam i ruszyłam w kierunku miejsc do siedzenia. Podeszłam tam, gdzie było bliżej. Usiadłam na jednej z wygodnych długich kanap, po czym odłożyłam prawie puste naczynie na stolik, po czym odetchnęłam zamykając na chwilę oczy, gdyż kręciło mi się w głowie niesamowicie. Po chwili dosiadł się do mnie chłopak, wysoki z burzą brązowych loków na głowie. Uśmiechnęłam się.
- Mogę się dosiąść? – zapytał. Słysząc jego głos poczułam dreszcze na ciele. Mogłabym go słuchać cały czas.
- Jasne! – krzyknęłam, aby usłyszał, gdyż muzyka grała strasznie głośno, więc trudno jest się porozumieć. – Jak masz na imię?
- Harry. – znów ta chrypka. Cholera! Ten chłopak niesamowicie na mnie działał, a przecież znamy się od niecałej minuty. Czułam, że go skądś znam, ale nie mogłam przypomnieć sobie, gdzie mogłam go spotkać, usłyszeć o nim, cokolwiek. Postanowiłam nie zawracać sobie tym teraz głowy, gdyż, czy to ważne? W tym stanie i tak mój mózg nie myśli prawidłowo. – A ty, piękna?
- Alison, ale mów mi Ally. – powiedziałam głośno. Harry pokiwał głową na znak, że zrozumiał. – Jesteś tu sam? – zapytałam.
- Nie, z przyjaciółmi, ale gdzieś mi zaginęli. – powiedział opierając głowę ręką. Zaśmiałam się głośno, choć nie wiem, dlaczego to zrobiłam. – Mnie zaginęła gdzieś przyjaciółka.
- Może pójdziemy zatańczyć? – zaproponował pokazując na parkiet, gdzie pełno spoconych ciał tańczyło w najlepsze nie tracąc ani minuty.
- No pewnie! – uśmiechnęłam się, po czym wstałam. Poszliśmy na sam środek, gdzie światła najlepiej padały na parkiet….

Z perspektywy Demi
- Haha, co za akcja! – śmiałam się nie mogąc zapomnieć sytuacji sprzed kilku minut. Niall łapał się za brzuch za pewne nie mogąc wytrzymać ze śmiechu.
- A, jak zeszliśmy, jak ten facet przepraszał. – mówił urywkami śmiejąc się.
- A jego mina. Bezcenna! – stwierdziłam. Szliśmy rozmawiając i ciągle się śmiejąc z zaistniałej sytuacji. W końcu doszliśmy pod mój dom, gdzie było ciemno. Rodzice już dawno spali, ale nie przejmowałam się tym. Mama pewnie nawet nie zauważyła, że mnie nie ma. Nie muszę nawet zgadywać, bo wiem, że tak było na pewno, ale nie mam zamiaru teraz o tym myśleć.
- No i jesteśmy. – stanęliśmy kawałek dalej od drzwi.
- Fajna była dziś ta impreza. – mruknęłam uśmiechając się szeroko.
- Tak, rzeczywiście. – powiedział z powagą, a zaraz po tym znów wybuchliśmy śmiechem. On jest strasznie zabawny i szalony! Staliśmy przez chwilę naprzeciwko siebie, bardzo blisko. Nic nie mówiliśmy, po prostu staliśmy i patrzeliśmy na siebie, jakbyśmy dostrzegli tam coś interesującego w swoich oczach.
- Dobranoc Nialler.- powiedziałam przerywając ten moment. Dziwnie się czułam.
- Pa, Demi. – szepnął do mojego ucha, a zaraz po tym odszedł odwracając się jeszcze na moment. Stałam tak, póki chłopak nie zniknął mi z pola widzenia. Kiedy go już nie widziałam weszłam do domu najciszej, jak umiałam. Zdjęłam buty, po czym weszłam po schodach do góry kierując się od razu do swojego pokoju. Gdy się już w nim znalazłam zapaliłam światło. Podeszłam do okna rozsuwając rolety. Dopiero teraz poczułam bolące mnie nogi od chodzenia oraz ogromne zmęczenie. Wiedząc, iż zaraz dopadnie mnie sen, zdjęłam z siebie ubrania, a na ciało założyłam koszulkę i krótkie spodenki. Następnie weszłam na łóżko od razu przykrywając się kołdrą. Oczy powoli mi się zamykały. Kiedy już prawie spałam usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości. Złapałam w ciemności torebkę, którą miałam obok łóżka. Musiałam ją tu rzucić, kiedy weszłam. Wyciągnęłam telefon, a zaraz po tym otworzyłam sms, który otrzymałam od nieznanego numeru.

Od Nieznany: Słodkich snów, Demi. Dobranoc! – Niall xx

Uśmiechnęłam się lekko na treść wiadomości od Blondyna. Zapisałam numer w telefonie, po czym odłożyłam go na komodę. Zamknęłam oczy zaraz odpływając w krainy Morfeusza…

*A week later*

- Lovato, nie śpij tylko skup się na lekcji! – krzyknęła zdenerwowana pani Anderson. Słysząc ją mój mózg od razu się pobudził, mimo, iż na to nie miałam sił. Mruknęłam ciche „przepraszam”, po czym z powrotem starałam się udawać, że słucham, choć tak naprawdę nie wiem nawet, jaki jest temat dzisiejszej lekcji. Spędziłam całą noc na komponowaniu nowej piosenki, którą jutro mam zaśpiewać na jakimś przyjęciu, który organizuje mój tata. Stwierdził, że skoro lubię śpiewać to zapytał mnie, czy zaśpiewałabym jakiś własny utwór. Jako, że tata nigdy nie słyszał, jak śpiewam, ani gram myślałam całymi godzinami, co zaprezentuję, ale z piosenek, które stworzyłam do tej pory stwierdziłam, iż żadna nie jest na swój sposób dobra i tacie może się nie spodobać. W końcu nie chcę narobić mu wstydu, a z resztą zależy mi, aby jemu się spodobało moje wykonanie. Dlaczego? Sama nie wiem, lecz to może po trochu dlatego, że z nim, jak wiadomo, od zawsze utrzymywałam lepszy kontakt i on po prostu zrozumiał, że robię coś, bo to kocham. Nie zmusza mnie do niczego, a popycha do tego, co lubię robić, nie to, co moja mama, bo u niej to bywa na odwrót. Zniechęca do marzeń, a pcha do nauki. Nie cierpię się uczyć. Tata niezależnie od tego, że jego zawód jest, jako tako związany z muzyką to i tak wiem, że mimo wszystko zawsze otrzymałabym od niego wsparcie. Zapewne dlatego zależy mi, aby jemu się spodobało. Jak już mówiłam, spędziłam całą noc na pisaniu utworu. Skończyłam o trzeciej nad ranem i szczerze nie wiem, jak wyszła. Nie sprawdzałam dokładnie, gdyż nie miałam sił. Jestem cholernie zmęczona. Mogłam sobie odpuścić dzisiejszy dzień, ale mama… Żeby nie dać jej powodu do kłótni poszłam do szkoły, choć nie miałam nawet siły wstać po tylko niecałych trzech godzinach snu…
Co do Niall’a: od tamtego dnia utrzymuję z nim dobre kontakty. Codziennie piszemy, żartujemy i ciągle się poznajemy opowiadając różne historie ze swojego życia, jak i pytając, jeśli chcemy jeszcze coś o sobie wiedzieć. Przez ten tydzień dowiedziałam się o nim wiele rzeczy. I teraz pytanie, dlaczego po prostu nie poczytałam informacji o nim w Internecie? Otóż, dlatego, że lepiej człowieka jest poznać samemu, niż, żeby wierzyć we wszystko, co jest w Internecie. Zresztą nie wszystkie informacje mogą i muszą być prawdziwe, więc…
Nie rozumiem, jak przez ten czas ciągle sobie dogryzaliśmy, bo przecież nie było konkretnych powodów, dlaczego miałabym go nienawidzić, a on mnie. Przecież tak naprawdę to wkurzanie się na siebie nawzajem, jak i wyzwiska różnego typu były śmieszne, ale przecież wtedy kierowała nami złość, więc, co się dziwić. Niall to tak naprawdę zwariowany i zabawny chłopak, z którym człowiek nigdy by się nie nudził. Można z nim się pośmiać, ale też porozmawiać o wszystkim i nie zostać skrytykowanym, jak robi to większość ludzi na świecie. Horan, jak się składa, również ma być na tym przyjęciu z chłopakami i Paul’em, ich menagerem, więc obiecał, iż będzie trzymać kciuki za mnie, gdyż wie, że nigdy nie występowałam jeszcze przed ważnymi osobistościami, jakie mają jutro być. To miłe z jego strony, gdyż, jakby nie patrzeć to ponad tydzień temu jeszcze szczerze nienawidziliśmy, a dziś? Dziś jesteśmy przyjaciółmi i nadal nie wierzę, jak to się stało i w dodatku tak szybko. Jestem tylko ciekawa, jakie niespodzianki ma dla mnie jeszcze los…
Nagle zadzwonił dzwonek, a ja podskoczyłam, jak poparzona. Spakowałam się szybko i ruszyłam w kierunku wyjścia ciesząc się, że mogę wreszcie iść do domu...


~ ~ ~
Kolejny rozdział za nami.
Jak wrażenia po przeczytaniu?
Piszcie, co myślicie. Jestem ciekawa Waszych komentarzy. :)

Kocham Was,
AnotherGirl



Tagi: chapter 8...
12.05.2015 o godz. 19:13
CZYTASZ = KOMENTUJESZ ♥



- Muszę to wiedzieć. Wiem, że niezbyt się lubimy, ale proszę powiedz, kim jest ta osoba, dla której komponujesz te piosenki. – czy Niall Horan właśnie mnie o coś prosił? A to nowość. Choć patrząc w jego oczy widziałam smutek i błaganie? Widzę, że serio mu zależy na odpowiedzi. Westchnęłam głośno.
- Nie piszę nikomu tych piosenek. Tworzę je ja i tylko i wyłącznie dla siebie. Nie wiem, po co ci to wiedzieć i skąd pomysł, że komuś je piszę, ale to brednie. Czy to już wszystko? – zapytałam. Chłopak przez chwilę, jakby był nieobecny rozmyślał nad czymś intensywnie, a po chwili, jakby na coś wpadł, wreszcie się odezwał.
- Moment, więc to ty jesteś tą dziewczyną. – powiedział na tyle cicho, jakby mówił do siebie, co najprawdopodobniej tak było, ale i tak usłyszałam to, co powiedział, choć szczerze to nie zrozumiałam, o co mu chodzi.
- Co? O czym ty mówisz?


Z perspektywy Niall’a
- Hm? Nie, o niczym. – nie wiem, dlaczego takie coś mi wpadło do głowy. Demi nie może być przecież tą dziewczyną, prawda? Choć w sumie nie za wiele mogę powiedzieć, bo nie znam żadnej z nich. W sumie głos Lovato jest trochę podobny do głosu tamtej dziewczyny. Nie wiem, pewnie mi się tak zdaje tylko. Tak, na pewno tak jest.
- Dobra. To…ja już idę. Cześć. – powiedziała i poszła, nim zdążyłem jeszcze cokolwiek powiedzieć. Wpatrywałem się w kierunku, gdzie jeszcze niedawno szła tam szatynka. Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że ona już dawno poszła, a ja? Ja, jak zahipnotyzowany wciąż się wpatrywałem, jakby działo się tam coś nadzwyczajnego.
- Horan, ogarnij się. Zaczyna ci odwalać. – powiedziałem cicho do samego siebie, po czym ruszyłem do domu zupełnie zapominając o moich podejrzeniach z przed kilku minut…

Z perspektywy Demi
Dziwny on jest. Takie jest moje stwierdzenie. Nie wiem, co o nim myśleć. Z jednej strony jest idiotą, z którym nie chcę mieć nic wspólnego, ale z drugiej wydaje się być taki zagubiony, zawzięcie poszukuje tej dziewczyny, a przecież jej nie zna. To w sumie słodkie, bo widać, że mu zależy na tak naprawdę obcej mu dziewczynie, której tożsamości nie zna nadal. Może on nie jest taki zły? Może, gdy się trochę zbliżę do niego to okaże się być w porządku? Sama nie wiem. Skomplikowane jest określić, jaki on jest naprawdę. „Niall nie jest zły, on ma ostatnio po prostu takie dni. On tak naprawdę jest świetnym przyjacielem. Szkoda, że skaczecie sobie do gardeł tak naprawdę bez powodu…” – słowa Styles’a zabrzmiały w mojej głowie, jak echo. Może by dać szansę na poznanie go od innej strony? Może…


- Dems pójdź ze mną, proszę… - przyjaciółka od kilku minut próbuje namówić mnie na imprezę. Nie, że tego nie lubię, wprost przeciwnie, ale dziś nie wiem, dlaczego nie mam na tego typu rozrywkę ochoty.
- Naprawdę nie chce mi się. – narzekałam.
- Tylko na godzinkę, lub dwie. Proszę cię. Nie chcę iść sama. – powiedziała.
- No dobrze już, pójdę. Ale tylko na godzinę. – mruknęłam, a nim zdążyłam dokończyć dziewczyna podbiegła do mojej garderoby najprawdopodobniej szukając mi zestawu. Westchnęłam ramionami, po czym postanowiłam iść się wykąpać. Zdjęłam ubrania i weszłam do kabiny, gdzie okręciłam kurek, a po chwili poczułam, jak ciepły strumień spływa po moim ciele. Włosy szybko umyłam, a następnie nasmarowałam się arbuzowym żelem, po czym spłukałam pozostawiając po tym przyjemny zapach. Stanęłam na miękkim dywaniku doznając dreszczy z powodu zimna, które dopadło mnie po wyjściu. Okryłam ciało granatowym ręcznikiem, po czym wróciłam do mojej sypialni, gdzie przyjaciółka sprawdzała swojego Facebook’a na moim laptopie. Spojrzałam na zestaw, który mi przygotowała. Wzięłam ciuchy, po czym poszłam z powrotem do łazienki. Wytarłam mokre jeszcze ciało, po czym założyłam bieliznę oraz ubrania. Włosy wysuszyłam, rozczesałam i pozostawiłam rozpuszczone. Udałam się do pokoju obok, gdzie zrobiłam makijaż i popsikałam się perfumami. Kiedy uznałam, że jestem gotowa, założyłam torebkę na ramię, po czym wyszłam z Ally z domu. Wsiadłyśmy do zamówionej taksówki, jak zapewne przez Alison, po czym ruszyłyśmy do jednego z najlepszych klubów w Londynie.


Jestem tu od półtorej godziny i szczerze mówiąc chcę już wracać, ale Ally gdzieś zaginęła z kuzynem, którego tutaj spotkała. Ja natomiast siedzę sama przy barze popijając colę, gdyż jestem już po jednym drinku i nie mam zamiaru więcej pić, gdyż coś czuję, że do domu wrócę sama, więc umysł musi być trzeźwy.
- Demi? To ty? - usłyszałam znajomy mi głos.
- Niall? Co ty tu robisz? – krzyknęłam głośno, aby przekrzyczeć dudniącą muzykę w tej sali.
- Przyszedłem tutaj z chłopakami, ale nie miałem zbytnio ochoty tutaj przychodzić. – chłopak wskazał na drzwi, więc dopiłam napój do końca i ruszyliśmy w stronę wyjścia z imprezy. Kiedy znaleźliśmy się na zewnątrz usiedliśmy na pobliskiej ławce.
- To tak, jak ja. Nie chciałam wyjątkowo dziś iść na imprezę. Normalnie bym poszła, ale dziś nie miałam na to ochoty. – przyznałam szczerze. Chłopak się uśmiechnął, co również odwzajemniłam. Dziwi mi to, co się dzieje. Każda nasza rozmowa kończyła się krzykami i wyzwiskami, a teraz jest…normalnie.
- W końcu coś nas łączy. – zaśmiał się Horan, a ja poszłam w jego ślady. – Może pójdziemy gdzieś zamiast siedzieć tutaj?
- W sumie i tak tu nic po mnie, więc jasne. Ale poczekaj, powiadomię Ally. Wiesz, nie chcę, żeby się martwiła, kiedy zobaczy, że mnie nigdzie nie ma. – wyciągnęłam telefon i wysłałam krótką wiadomość przyjaciółce o tym, żeby się nie martwiła, bo jestem z Niall’em. – To chodźmy. – szliśmy tam, gdzie prowadził nas chłopak. Na początku nie wiele, a prawie wcale nie mówiliśmy, bo jak dotąd skakaliśmy sobie do gardeł i tak teraz jest dziwnie, kiedy po prostu normalnie rozmawiamy.
- Słuchaj, wiem, że do tej pory nie dogadywaliśmy za dobrze, ale serio, nie jestem taki zły i możemy zaczniemy nawzajem się znosić? – powiedział, a ja oniemiałam. Lecz postanowiłam przystać na to.
- Jasne, czemu nie. – uśmiechnęłam się lekko.
- Więc zacznijmy wszystko od początku. Jestem Niall. – zatrzymaliśmy się, patrząc cały czas na siebie.
- Miło mi. Ja jestem Demetria, ale mów mi Demi. – chłopak wyciągnął rękę w moim kierunku, którą uścisnęłam.
- Pozwól, że zabiorę cię w pewne miejsce. – rzekł.
- Mam się bać? – zaśmiałam się, bo w sposób, jaki mówiliśmy strasznie mnie rozśmieszał.
- Tak. Porwę cię do lasu. – chłopak mówiąc to był poważny, ale zaraz wybuchł niekontrolowanym śmiechem. – A tak na serio to zabieram cię do wesołego miasteczka.
- Jesteś szalony! – stwierdziłam śmiejąc się długo, póki brzuch nie zaczął mnie boleć. Rozmawialiśmy na różne tematy, póki nie doszliśmy na miejsce.
- Niall, wydaje mi się, że oni już zamykają. – stwierdziłam patrząc, jak co kilka minut gasną światła. Mimo to i tak jest jasno na tyle, żeby wszystko widzieć.
- I co z tego? Chodź, będzie fajnie. – westchnęłam, ale przystałam na propozycję Blondyna. On jest naprawdę szalony – stwierdziłam w duchu.
Doszliśmy do dużej karuzeli, która jako jedna z niewielu jeszcze działała. Mężczyzna stał przy tych różnych przyciskach.
- Włączy Pan jeszcze na jeden raz? – zapytał Niall wręczając mężczyźnie kilka banknotów.
- Jasne. – powiedział, chowając pieniądze do kieszeni. Kiedy siedzieliśmy razem, karuzela zaczęła się ruszać, a my siedzieliśmy, co chwilę patrząc na siebie i się śmiejąc.
- Nie wierzę, że dałam się na to namówić. – powiedziałam łapiąc kontakt wzrokowy z chłopakiem.
- Nie miałaś wyboru. I tak bym cię zaciągnął nawet, jakbyś nie wyraziła na to zgody. – przyznał uśmiechając się najbardziej, jak mógł, co ponownie doprowadziło mnie do wybuchu śmiechu.
- Wariat z ciebie! – mruknęłam.
- Wiem o tym. – bawiliśmy się ciągle coś mówiąc i śmiejąc się. W pewnym momencie stanęliśmy w połowie, na samej górze.
- Co się stało? – krzyknął Niall do mężczyzny.
- Wystąpiły małe problemy techniczne.– powiedział. Zaczęłam się śmiać, jakby właśnie ktoś opowiedział mi najlepszy kawał świata. Dopiero po chwili doszło do mnie, co powiedział mężczyzna.
- Że co?!


~ ~ ~
Wiem, że spóźniłam się z rozdziałem o tydzień.
I STRASZNIE WAS ZA TO PRZEPRASZAM! ;x
Mam nadzieję, że mi wybaczycie (po raz kolejny).
Będę się starać, żeby takie rzeczy nie miały miejsca, ale nauka się jeszcze nie skończyła, więc sama nie wiem, czy uda mi się tego dotrzymać.
Wiem, nawaliłam.
W dodatku po tak długiej przerwie jeszcze przychodzę z kiepskim rozdziałem (moje odczucia).
Przepraszam raz jeszcze.
Co do zwiastunu: Po długich przemyśleniach stwierdziłam, że do tego opowiadania nie będę go robić, gdyż teraz nie ma to sensu. Pomysł, który miałam już się nie przyda, więc...
Ale obiecuję, że przy kolejnym opowiadaniu tutaj (o ile jakieś powstanie, bo jeszcze nie mam pojęcia, czy po tym fanfiction pojawi się jakieś kolejne) zrobię zwiastun na samym początku. :)

Kocham Was,
AnotherGirl


Tagi: chapter 7...
04.05.2015 o godz. 18:35
UWAGA!
WAŻNA INFORMACJA POD ROZDZIAŁEM! :>
BYŁOBY MIŁO, GDYBYŚ PRZECZYTAŁ/A... :)


CZYTASZ = KOMENTUJESZ ♥



Zobaczyłam przed sobą długi korytarz, więc ruszyłam do przodu. Wszyscy tutaj na szczęście mieli tabliczki z ich imionami na drzwiach, więc nie miałam problemu z szukaniem. Przechodząc obok pokoju Niall’a, usłyszałam dźwięki gitary oraz jego głos. Śpiewał jakąś piosenkę. Podeszłam bliżej drzwi, aby przysłuchać się, co śpiewa. Po przysłuchaniu się kawałka tekstu weszłam do jego pokoju z hukiem. Jestem wściekła.
- Puka się! – warknął Horan po odłożeniu gitary.
- Gdzie usłyszałeś tą piosenkę? – zapytałam otwarcie kompletnie ignorując, co powiedział.
- Bo co? – mruknął.
- Bo to jest moja piosenka!


- Że co? Weź nie wymyślaj. –mruknął, po czym z powrotem się odwrócił do mnie plecami.
- A, bo co? Przeraża cię fakt, że inni też coś potrafią, a nie tylko przecudny Niall Horan? – wysyczałam wściekła. – Och, jaki pech.
- Jeśli to wszystko, co masz do powiedzenia to możesz już wyjść. – powiedział.
- I z wielką chęcią. Nie będę tracić w tym pomieszczeniu ani minuty dłużej. – burknęłam, po czym wyszłam trzaskając drzwiami…

Z perspektywy Harry’ego
- A, więc, co to za kłótnia między tobą i Niall’em? – zapytałem w momencie, kiedy zaparkowałem samochodem obok domu Demi. Przez całą drogę żadne się nie odzywało zapewne dlatego, że nie było tematu, ani ochoty rozmawiać i mi i jej. Spojrzałem na nią, a zaraz po tym ona na mnie.
- Usłyszałam, jak śpiewa moją piosenkę, wściekłam się, bo oprócz chłopaków, którzy ze mną grają, nikt inny o niej nie słyszał. No może Ally, ale ona wie o innych piosenkach, ale tak to nikt poza nimi. – dziewczyna powiedziała na jednym wdechu, a po wypowiedzeniu słów odetchnęła głęboko.
- A dowiedziałaś się, skąd on wie? – zapytałem czując się trochę, jak jakiś detektyw, ale tak szczerze to muszę upewnić się, czy to, co sobie wymyśliłem jest prawdą, a jak na razie to wszystko wskazuje, że sobie tego nie ubzdurałem.
- Nie odpowiedział, a kiedy powiedziałam mu, że to moja piosenka to uznał, że wymyślam. – mruknęła.
- Nie przejmuj się tym tak. Pogadam z nim o tym i postaram się to załatwić. Niall nie jest zły, on ma ostatnio po prostu takie dni. On tak naprawdę jest świetnym przyjacielem. Szkoda, że skaczecie sobie do gardeł tak naprawdę bez powodu, bo jakby tak spojrzeć na to z innej perspektywy to moglibyście być fajną parą. – powiedziałem na głos, ale po chwili tego pożałowałem. Dziewczyna zrobiła się przez to jeszcze bardziej zła.
- Nawet tak nie żartuj, Harry. Twój przyjaciel to idiota i zdania o nim nie zmienię. Dzięki za rozmowę i za podwózkę. Muszę już iść. Cześć. – powiedziała, po czym wysiadła z auta kierując się prosto do domu...


- Horan, co-to-miało-być? – zapytałem wchodząc do jego pokoju i zaraz zamykając za sobą drzwi.
- Daj mi spokój, Styles. – mruknął leżąc na łóżku i patrząc na sufit.
- Jak mogłeś jej powiedzieć, że zmyśla? Serio, Horan? Aż tak głupi jesteś, że niczego się nie domyślasz? – zapytałem.
- Poskarżyła ci się? Odpuść sobie, cokolwiek masz zamiar mi powiedzieć. – burknął.
- Gdzie ty w ogóle usłyszałeś tę piosenkę? – zapytałem po raz kolejny od kiedy tu przyszedłem.
- Ta dziewczyna w studiu ją śpiewała w tej sali, wiesz ta, co mi się tak spodobała. – powiedział. Teraz jestem już pewny, że to prawda. Demi Lovato jest dziewczyną, którą Niall szuka. No nieźle. Ciekawe, jak oboje na to zareagują, ale nie powiem żadnemu z nich. Niech sami dojdą do tej prawdy, ale tego też tak nie zostawię. Będę musiał coś zrobić, żeby oni się do siebie zbliżyli. Tak, to świetny pomysł.
- I serio? Niczego się nie domyślasz? – zapytałem.
- Już wiem! Już wiem wszystko! – po chwili krzyknął tak, że aż usiadł.
- Co wiesz? – oczekiwałem na to, co powie, gdyż nie sądziłem, że Horan tak szybko się domyśli, co prawda ja musiałem go trochę poprowadzić w dobrą stronę, ale i tak dobrze. Teraz będzie już lepiej.
- Demi pisze komuś piosenki i tym kimś jest dziewczyna, która mi się podoba. Wystarczy, że zapytam Lovato, komu komponuje te utwory. Widzisz? Wszystko się ze sobą składa. Wiadomo już, czemu Demi jest w tym samym czasie w studiu, kiedy jest tamta dziewczyna. – powiedział uśmiechnięty. Nie wierzę w to, co powiedział. Serio, Horan, serio?
- Nie żartuj. Wiesz, co Niall? Szkoda mi naprawdę strzępić sobie język skoro ty nawet nie domyślasz się tak prostej rzeczy. Jednak jesteś idiotą. – stwierdziłem, po czym wyszedłem z jego pokoju uświadamiając sobie, że będzie więcej pracy, niż mi się zdawało…

Z perspektywy Niall’a
O co im wszystkim dziś chodzi? Najpierw przychodzi Demi i oskarża mnie o to, że śpiewam najprawdopodobniej jej piosenkę. Potem Styles gada jakoś dziwnie, niż zazwyczaj. Niech wszyscy dadzą mi święty spokój! I pomyśleć, czy gdyby nie Lovato to nie byłoby tego wszystkiego. Zaraz jeszcze przyjdzie reszta chłopaków i całkiem będę mieć zepsuty dzień. Nienawidzę tej dziewczyny! Ale muszę wyciągnąć od niej informacje dotyczące tajemniczej dziewczyny o anielskim głosie. Wiem, że będzie trudno, bo ona równie za bardzo za mną nie przepada, ale spróbować przecież mogę, nie?

*The next day*

Z perspektywy Demi
Otworzyłam zaspane jeszcze powieki. Przetarłam je, aby przyzwyczaiły się do światła, gdyż o dziwo, świeci dziś słońce. Londyn jest znany przecież z tego, że ciągle pada deszcz. Lecz ostatnie dni mnie zaskakują, gdyż jest mało deszczu, a więcej pojawia się ciepła. Ale to nawet lepiej.
Wstałam, a zaraz po tym starannie pościeliłam łóżko. Podeszłam do mojej garderoby z ubraniami, gdzie wybrałam zestaw na dziś.
Wykonałam jeszcze poranne czynności, po czym założyłam ciuchy i zeszłam schodami na dół do kuchni, gdzie zrobiłam sobie śniadanie. Kiedy mój żołądek był już w miarę pełny, wrzuciłam brudne naczynia do zlewu, po czym postanowiłam wykorzystać dzisiejszą pogodę i biorąc ze sobą rzeczy, które zawsze zabieram, wyszłam z domu, aby się przewietrzyć. Szłam przed siebie przez kilka minut w dobrym humorze ciesząc się słońcem, które świeciło nad horyzontem. Tę miłą chwilę przerwał mi ktoś wołający mnie. Odwróciłam się w kierunku, skąd dochodził głos. Niall. Czego on ode mnie chce?
- Kto, jak to, ale chyba jednak mnie śledzisz. – stwierdziłam na wstępie, gdy chłopak znalazł się tuż obok mnie.
- Przyznam teraz, że cię szukałem, to prawda. Mam do ciebie pewne pytanie. – powiedział.
- Co tym razem? – rzekłam dość obojętnym głosem, choć, co mnie dziwi, byłam tak naprawdę ciekawa tego, o co chce zapytać.
- Komu komponujesz te piosenki? – zapytał bez owijania w bawełnę. Zatkało mnie. Skąd pomysł, że komuś piszę utwory? Nigdy tego nie powiedziałam, gdyż nigdy tak nie było, więc skąd to durne pytanie?
- A dlaczego pytasz, jeśli mogę wiedzieć? – starałam się nie wybuchnąć. Ten chłopak naprawdę mnie denerwuje. Czy po chodź jednym spotkaniu z nim mogę się nie zdenerwować? Chyba takiego nie będzie. Nie mówię, że chce go spotkać, ale on gra w tym zespole, którego menagerem jest przyjaciel mojego taty, a w dodatku serio polubiłam tamtą pozostałą czwórkę chłopaków. Są mili i naprawdę fajni w przeciwieństwie do tego chłopaka stojącego przede mną, więc nie spotykanie go jest prawie, że niemożliwe.
- Muszę to wiedzieć. Wiem, że niezbyt się lubimy, ale proszę powiedz, kim jest ta osoba, dla której komponujesz te piosenki. – czy Niall Horan właśnie mnie o coś prosił? A to nowość. Choć patrząc w jego oczy widziałam smutek i błaganie? Widzę, że serio mu zależy na odpowiedzi. Westchnęłam głośno.
- Nie piszę nikomu tych piosenek. Tworzę je ja i tylko i wyłącznie dla siebie. Nie wiem, po co ci to wiedzieć i skąd pomysł, że komuś je piszę, ale to brednie. Czy to już wszystko? – zapytałam. Chłopak przez chwilę, jakby był nieobecny rozmyślał nad czymś intensywnie, a po chwili, jakby na coś wpadł, wreszcie się odezwał.
- Moment, więc to ty jesteś tą dziewczyną. – powiedział na tyle cicho, jakby mówił do siebie, co najprawdopodobniej tak było, ale i tak usłyszałam to, co powiedział, choć szczerze to nie zrozumiałam, o co mu chodzi.
- Co? O czym ty mówisz?


~ ~ ~
Jak zapowiedziałam powyżej, nad rozdziałem, mam Wam coś do powiedzenia.
Jak wszyscy się orientujecie, za tydzień są egzaminy gimnazjalne, więc chcę Was poinformować, że w ten weekend rozdział nie zostanie dodany, a dopiero za tydzień. Muszę do samiutkich egzaminów powtarzać materiał, gdyż chcę, aby poszło mi, jak najlepiej, więc, jak sobie obiecałam, będę się uczyć i nie będę miała czasu na bloga.
Osoby, które z egzaminem się już zmierzyły w poprzednich latach, lub będą dopiero się z nim stykać tak, jak ja w tym roku wiedzą, że no jest, jak jest i że są one ważne, a reszta z Was wiem, że zrozumie... :)
Dziękuję za komentarze pod poprzednim rozdziałem.
Jesteście najlepsi! ♥

I WAŻNE PYTANIE: Czy chcielibyście zwiastun do tego opowiadania?
Wiem, że trochę pytam z opóźnieniem, ale w sumie myślę, że mogłabym to zrobić, ale nie wiem, czy się opłaca i czy chcecie, więc napiszcie w komentarzach też o tym, co o tym myślicie...

Kocham Was,
AnotherGirl


Tagi: chapter 6...
14.04.2015 o godz. 19:12
CZYTASZ = KOMENTUJESZ ♥



- Za jakie grzechy ciągle cię spotykam? – zapytał chłopak. Przewróciłam oczami. Zaczynało się we mnie gotować. Znowu on. Kolejny dzień mi zepsuje. Jeszcze tego mi brakowało.
- Wiesz, jak cię widzę, pytam się o to samo. Mógłbyś wreszcie zejść mi z drogi i sobie iść? Już wystarczająco, że spotkałam cię więcej, niż jeden raz w swoim życiu i mi to w zupełności wystarczy. – mruknęłam.
- Jaki pech. Przestań za mną chodzić to się więcej nie spotkamy. – rzekł pewny swoich słów.
- Chciałbyś, co? Ale to zabawne, że robisz sobie nadzieje. Niestety są złudne. – burknęłam. - Odczep się ode mnie to może nigdy więcej nie będę musiała cię oglądać. – powiedziałam krzyżując ręce.
- I nawzajem. Jeżeli już skończyłaś to możesz iść. – mruknął.
- Nareszcie! Dziękuję za pozwolenie! – powiedziałam z irytacją. – Palant!



Z perspektywy Zayn’a
Siedziałem na kanapie z Perrie, oglądając jakiś program. Harry przeglądał coś na telefonie, a Louis i Liam grali w jakąś grę, której nazwy nie znam, gdyż grają w nią od niedawna. W tym samym momencie, kiedy wreszcie skupiłem się na tym, co obecnie leci w TV, usłyszałem, jak ktoś zamyka drzwi na tyle mocno, że można by uznać, że nimi trzasnął. A tą osobą był Niall.
- Co ci się stało, bracie? – zapytałem rozbawiony, bo gdy Niall się denerwuje to wygląda trochę zabawnie.
- Z czego się śmiejesz? – odpowiedział pytaniem.
- Z niczego, więc co się tak denerwowało? – zapytałem powstrzymując się od śmiechu. Dziewczyna siedząca obok mnie, szturchnęła mnie lekko, po czym przytuliła się do mnie z powrotem i wróciła do poprzedniej czynności.
- Mało brakowało, abym wreszcie nawiązał jakąś znajomość z tą dziewczyną, o której wam mówiłem, ale spotkałem tą, co mnie tak denerwuje i znowu straciłem szansę na spotkanie tamtej. – powiedział siadając obok Perrie, gdzie miejsce było wolne.
- Nie denerwuj się tak, spotkasz ją jeszcze. A, co do tamtej dziewczyny to, jak ona ma w ogóle na imię? – zapytałem, gdyż Horan za każdym razem, gdy o niej mówi to wcale nie wymienia imienia, więc czasami trudno się pogubić, kiedy mówi o jednej, a kiedy o drugiej.
- Nie wiem, ale wiem, że musiałem ją spotkać wcześniej, nim wtedy zderzyłem się z nią, wiecie. Znaczy coś mi się tak zdaje, ale nie wiem. W sumie nie obchodzi mnie to, czy ją spotkałem jeszcze wcześniej, czy nie. – mruknął.
- Jasne. Znasz takie słowa, że jak ktoś się czubi to się lubi? – zapytałem znowu wybuchając śmiechem. Pierwszy raz w życiu jakakolwiek dziewczyna tak zdenerwowała Nialler’a. Nigdy tak nie było, aż do teraz.
- Nie w moim przypadku, Malik. A z resztą, co ty się tak wymądrzasz, co? – burknął.
- Horan, uspokój się. Widać nieźle cię ta dziewczyna zdenerwowała, a nawet nie znasz jej imienia. – powiedziałem.
- Jak chcesz spotkać tą dziewczynę, co tak ci się podoba to przyjdź wcześniej, niż zawsze i będziesz mieć szansę do niej zagadać, bo tak to łatwo możecie się minąć. – odezwała się Perrie wciąż mając utkwiony wzrok w ekranie telewizora.
- W sumie to dobry pomysł. Dzięki Pezz. – powiedział już trochę bardziej spokojny. Zastanawia mnie, co tamta dziewczyna mu zrobiła, że Blondyn chodzi taki zdenerwowany po spotkaniu jej. Niall’a trzeba by porządnie wkurzyć, więc, co mogła zrobić taka dziewczyna? Trudno to wszystko pojąć. Naprawdę trudno…

Z perspektywy Demi
- Tato, gdzie idziesz? Przecież dziś miałeś mieć wolne. – powiedziałam widząc, że wybiera się do wyjścia.
- Demi nie idę do pracy. Umówiłem się dziś na oglądanie meczu z Higgins’em. A właśnie! Paul pytał, czy nie chciałabyś spędzić trochę czasu z tymi chłopakami, bo chcą cię poznać. Są fajni. – oznajmił mężczyzna.
- Przyznam szczerze, że dziwnie słyszeć u rodzica słowa, których używają ludzie w moim wieku. – stwierdziłam.
- Ogarnij się, młoda. Ja mogę wszystko mówić. – powiedział poważnie tato, a po chwili oboje się głośno śmieliśmy. Pamiętam, jak kiedyś ciągle z tatą przeprowadzaliśmy takie rozmowy i robiliśmy jakieś głupoty. Zawsze z tatą miałam lepszy kontakt, niż z mamą. Nie, żebym z nią miała złe, ale po prostu z tatą jest inaczej. Może i jest moim rodzicem, ale zawsze zachowywał się, jakby był w moim wieku. Teraz on dużo pracuje i nasz kontakt nie jest taki, jak był przedtem, ale i tak dobrze się z nim dogaduję. Z mamą natomiast kontakt mam niby dobry, ale jej ulubienicą i tak zawsze była moja siostra, więc trudno się z nią dogadać czasami. Od kiedy pamiętam ciągle mnie do niej porównuje, czego to ja nie robię to, a, co powinnam zrobić, bo przecież moja siostra tak robiła to ja muszę tym bardziej. Strasznie denerwujące i dołujące, ale z latami człowiek się do tego przyzwyczaja, tak myślę. Ja się już przyzwyczaiłam, ale i tak nadal boli mnie fakt, że ją zachwala przy każdej okazji, a ze mną ciężko jej to przychodzi, ale cóż, nie zmienię tego, choć nie wiem, jak bardzo bym tego chciała.
- To, co idziesz, czy nie? – zapytał tata.
- W sumie Ally i tak nie ma, bo jest u cioci, a reszta nie ma czasu, ale moment, tam jest przecież…. – tata przerwał mi, kiedy domyśliłam się, że w ten sposób spotkam chłopaka, który mnie tak wkurza. Świetnie! Gorzej być nie mogło.
- No to świetnie. To weź to, co wy tam dziewczyny bierzecie i do samochodu. – rzekł. Chciałam powiedzieć tacie, że jednak nie idę, ale on już wyszedł najprawdopodobniej do samochodu, gdzie będzie na mnie czekać. Wzięłam telefon i wyszłam szybko z domu, a jakiś czas później stałam przed obcym domem w którym mieszkają osoby, których nie znam, ale okej to przecież normalne. W dodatku jeszcze jest ten idiota, który mnie tak irytuje! Czemu się zgodziłam? Zapukałam do drzwi, choć miałam ochotę sobie przywalić za to, że to zrobiłam. Kiedy w ostatniej chwili zdecydowałam się wycofać, drzwi się otworzyły, a ja wiedziałam, że nie ma już odwrotu…

Z perspektywy Harry’ego
Kiedy wygodnie rozsiadłem się na kanapie, usłyszałem dzwonek do drzwi. Liam wstał i poszedł otworzyć. Zapewne to Demi, córka producenta muzycznego, u którego byliśmy w sobotę w jego domu. Paul mówił, że przyjdzie. Pamiętam ją. Wydawała się być miła, choć wtedy nie za wiele się odzywała. I miałem rację. Do salonu weszła średniego wzrostu szatynka. Przywitała się miło, choć gdy zobaczyła Niall’a nie zareagowała zbyt dobrze.
- Znowu ty? – mruknął Nialler. Czyżby to Demi była dziewczyną, która go tak bardzo denerwuje?
- A miałam nadzieję, że cię nie będzie. Znowu pech. Jednak marzenie się nie spełniło. – burknęła.
- To ty jesteś tą dziewczyną, która tak wkurza naszego Horan’a? – zapytał Tomlinson. Mówiąc to był poważny, ale po chwili się zaczął śmiać. – Nie wiem, jak ty to robisz, ale dziękuję ci. Ja jego mogę tylko zdenerwować, jak mu jedzenie chcę zabrać.
- Tak, to ja. – powiedziała śmiejąc się, choć gdy spojrzała na Blondyna jej mina się zmieniła. Widać, że oboje naprawdę się nie lubią.
- Byliśmy u jej taty, więc jak możliwe, że nie wiedziałeś, jak ona ma na imię? – myślałem głośno.
- Myślisz, że on zwrócił uwagę skoro przez całe spotkanie miał głowę w chmurach i nie wiedział, co dzieje się wokół. – odezwał się Liam.
- Zamknij się, Payne! – Horan nie mógł już wytrzymać, wiem to. Chłopak wstał, wszedł po schodach do góry, po czym dało się tylko słyszeć, jak trzaska drzwiami od swojego pokoju. Dziewczyna usiadła na jednej z kanap.
- No i poszedł. Wybacz, Demi, ale on dziś taki chodzi wkurzony, bo znowu nie udało mu się spotkać dziewczyny, której zawzięcie poszukuje. – wytłumaczył Louis.
- Czemu jej szuka? – zapytała.
- Raz usłyszał tą dziewczynę, jak śpiewa. Od tamtego czasu przychodzi do tego studia nawet, jeśli nie trzeba, a to tylko po to, żeby ją spotkać. – powiedział Tommo. Dziewczyna kiwnęła głową na znak, że rozumie. W końcu wszyscy zakończyli temat o Niall’u.
- A co ty właściwie robisz w tym studiu? – zapytał Zayn w pewnym momencie.
- Komponuję, śpiewam. Mam kilka własnych piosenek, które ćwiczę albo w domu, albo właśnie tam. – wytłumaczyła uśmiechając się lekko. Widać było, że jest trochę nieśmiała, ale zapewne to przez to, że jesteśmy jej przecież tak naprawdę obcy.
- Zaśpiewaj coś. – zachęcili chłopacy.
- Może, kiedy indziej. – rzekła. Rozmawialiśmy z dziewczyną na przeróżne tematy i wydaje się być ona naprawdę miła i fajna. Lecz zastanawia mnie jedno. Czy Demi nie jest dziewczyną, której Niall tak szuka? Co jeśli to ona? Jakby tak się zastanowić to dużo rzeczy wskazuje na to, że tak jest, gdyż do tego studia mają wstęp tylko sławne osoby, jak do wszystkich innych, więc gdyby to był ktoś sławny to Horan poznałby po głosie. Demi podczas rozmowy wspomniała, że to studio jej wujka, więc bez problemu ma tam wstęp. Dziwne jest to, że w tym samym czasie są tam obie dziewczyny, więc, co jeśli Lovato jest właśnie tą samą osobą?

Z perspektywy Demi
- Ja będę już iść do domu. – oznajmiłam wstając. Miło spędziłam ten czas. I polubiłam całą czwórkę, gdyż są naprawdę mili i bardzo zabawni. Z nimi człowiek by się nie nudził z całą pewnością.
- Styles mówił, że cię odwiezie, więc pójdę mu powiedzieć, że chcesz już wracać. – powiedział Zayn.
- Naprawdę nie ma potrzeby. Do domu mam niedaleko. – rzekłam. Nie chcę nikomu robić kłopotu. Wystarczy, że i tak już zbyt długo tu siedziałam i zajmowałam im czas.
- Nawet nie żartuj. Zaraz po niego pójdę, bo chłopacy gdzieś zniknęli. – powiedział śmiejąc się. W momencie, kiedy chciał iść zadzwonił telefon i to najwidoczniej jego.
- Demi, poszłabyś po niego? Muszę odebrać ten telefon. To ważne. – oznajmił.
- Okej. – uśmiechnęłam się, po czym poszłam na górę. Zobaczyłam przed sobą długi korytarz, więc ruszyłam do przodu. Wszyscy tutaj na szczęście mieli tabliczki z ich imionami na drzwiach, więc nie miałam problemu z szukaniem. Przechodząc obok pokoju Niall’a, usłyszałam dźwięki gitary oraz jego głos. Śpiewał jakąś piosenkę. Podeszłam bliżej drzwi, aby przysłuchać się, co śpiewa. Po przysłuchaniu się kawałka tekstu weszłam do jego pokoju z hukiem. Jestem wściekła.
- Puka się! – warknął Horan po odłożeniu gitary.
- Gdzie usłyszałeś tą piosenkę? – zapytałam otwarcie kompletnie ignorując, co powiedział.
- Bo co? – mruknął.
- Bo to jest moja piosenka!


~ ~ ~
Kolejny rozdział za nami. :)
Mam nadzieję, że w przeciwieństwie do mnie się on Wam spodoba,bo mnie jakoś nie za bardzo, nie wyszedł mi po prostu, ale to Wam ma się podobać, więc czekam na Wasze opinie.
Dziękuję za komentarze pod ostatnim rozdziałem! ♥

Kocham Was,
AnotherGirl


Tagi: chapter 5...
06.04.2015 o godz. 21:04
CZYTASZ = KOMENTUJESZ ♥



Niall:
- Stary, ja tu tylko pracuję. Właściwie to, czemu ci tak zależy, żeby to wiedzieć? – zapytał. W sumie to sam nie wiem, dlaczego tak bardzo tego chcę, ale kiedy usłyszałem ten głos to od tego czasu czuję, że muszę ją znaleźć. Coś mnie przyciąga do niej. A może to mi się tylko wydaje?
- Nie wiem, ale po prostu muszę. – odpowiedziałem. Czując, że i tak nic się nie dowiem, wyszedłem zdenerwowany z budynku kierując się w stronę, w którą poniosły mnie nogi. Nie patrzyłem, gdzie idę, gdyż myślami odpłynąłem do innego świata. W głowie wciąż siedział ten głos nie mówiąc już o piosence, której tekst ciągle mi się powtarzał od nowa. Gdziekolwiek jestem melodia ciągle gra w mojej głowie nie chcąc się skończyć. Tak byłem zamyślony, że dopiero z własnych myśli wyrwało mnie zderzenie z kimś…
Demi:
Przeniosłam swój wzrok na chodnik, po którym szłam, wsłuchując się w piosenkę, która właśnie rozbrzmiała w moich uszach przez słuchawki. Przez moment czułam się, jak ta dziewczyna, o której mowa w utworze: pełna szczęścia i nadziei na odnalezienie prawdziwej miłości. W końcu za bardzo się w to wczułam, bo po sekundzie poczułam zderzenie z jakąś osobą, a zaraz po tym upadłam na ziemię…

~•~


Z perspektywy Demi
Z tego wszystkiego mnie oberwało się najbardziej, bo upadłam na nogę. Strasznie boli. Złapałam się za nogę, jakby to coś miało pomóc, ale wręcz przeciwnie, było jeszcze gorzej.
- Uważaj, jak chodzisz. – odezwał się oburzony chłopak. Dopiero teraz zwróciłam na niego uwagę i mu się przyjrzałam. Jak dobrze pamiętam on jest jednym z tego zespołu, co był w sobotę u mnie w domu, ale nie to jest teraz najważniejsze.
- Jakby nie spojrzeć nie jesteś lepszy, więc się ucisz. To twoja wina! – burknęłam.
- Och, doprawdy? To ty spowodowałaś ten upadek! – jego głos się podnosił z każdym jego wypowiedzianym zdaniem, a ból nogi się nasilał.
- To ty chodziłeś z głową w chmurach! Może lepiej sobie pójdź to będzie wreszcie spokój! Nadęty idiota! – skomentowałam. Swoimi siłami spróbowałam wreszcie wstać, ale na marne. Zaraz z powrotem upadłam. Spróbowałam jeszcze raz. Tym razem się udało, lecz mój stan się nie polepszył. Blondyn zdaje się, że dopiero zauważył, że coś mi jest.
- Boli cię? O boże, przepraszam. – powiedział.
- Zostaw mnie! – uderzyłam go w ramię, choć wiem, że go to nie bolało. Ale to wszystko przez to, że jestem wściekła. Zwala winę na mnie, a przecież to on jest wszystkiemu winny!
- Pomóc ci jakoś? – zapytał z troską. Teraz nagle zaczął się o mnie martwić. Pieprzyć to!
- Tak, jest coś, w czym możesz mi pomóc. Odczep się ode mnie i odejdź stąd! – krzyknęłam. Najpierw krzyczy tak głośno, że cały Londyn mógłby go usłyszeć, a potem go obchodzi, czy nic mi nie jest. Co za idiota!
- Dobra. Mam to gdzieś! – burknął, po czym odszedł. – Co za baba! –powiedział do siebie będąc kilka metrów dalej od miejsca zdarzenia. Poszłam w stronę domu, który był na szczęście nie daleko, ale szło mi to o wiele wolniej, gdyż ból nogi uniemożliwiał mi dalszą drogę. Idąc, lekko utykałam, gdyż przy normalnym chodzie ból byłby gorszy. W końcu z ciężkim trudem doszłam do domu. Udałam się od razu do kuchni, gdzie wyciągnęłam worek lodu z lodówki. Wolnym tempem doszłam do salonu, gdzie usiadłam i przyłożyłam lód do obolałego miejsca. Z mijającymi minutami ból się zmniejszył, więc byłam spokojna, że nie było to nic poważnego…

Z perspektywy Niall’a
Odszedłem stamtąd jeszcze bardziej zdenerwowany, niż byłem przedtem. Co za dziewczyna! Nie dość, ze chciałem pomóc to jeszcze na mnie krzyknęła. To się w głowie nie mieści. Człowiek oferuje swoją pomoc z własnej woli, troszczy się, więc powinna to docenić i chociaż podziękować. Jednak jestem zdania, ze kobiety są skomplikowane i to bardzo. To prawda, też jestem winny temu wypadkowi, ale niech ona nie czuje się bez winy. Mam szczerą nadzieję, że tej dziewczyny więcej w swoim życiu nie spotkam…

*Four days later*

Z perspektywy Demi
Piątek. Dzień, który rozpoczyna weekend, na który tak długo czekałam. Rzuciłam torbę w kąt, po czym usiadłam na łóżko głośno wzdychając. W tym samym momencie dostałam sms’a. Sięgnęłam do kieszeni spodni po telefon. Byłam pewna, że to Ally, lecz myliłam się. Wiadomość była od taty.

Od tata: „Córeczko, przyjdź do studia.


Zastanawia mnie, co mój tata może ode mnie chcieć. Nigdy wcześniej nie kazał mi przychodzić do studia. I nie, to nie jest to samo studio, do którego ja chodzę. Mimo, iż mieszkam w tym mieście od urodzenia to tata nie ma pojęcia o tym, że wujek ma studio. Ogarniając się lekko, wyszłam wreszcie z domu. Zaskoczył mnie fakt, że świeci dziś słońce, gdyż wczoraj cały dzień padało, z resztą, jak zazwyczaj w Londynie. Założyłam słuchawki, włączyłam jedną z moich ulubionych piosenek i ruszyłam przed siebie w przeciwnym kierunku, niż zazwyczaj idę. Po kilku minutach znalazłam się pod studiem nagraniowym, gdzie ostatnimi czasy tata dużo czasu spędza. Weszłam do wnętrza budynku odnajdując szybko odpowiednie pomieszczenie. Kiedy weszłam nikt praktycznie nie zauważył mojej obecności, więc zamknęłam drzwi za sobą, siadając na kanapie w kącie. Lecz zaraz z powrotem stanęłam na nogi, gdyż tato zauważył, że jestem.
- Demi – tata powiedział krótko, po czym podszedł do mnie.
- Tato, coś się stało? – zapytałam krzyżując ręce na piersi, spoglądając w oddali za mężczyzną, gdzie odbywały się najprawdopodobniej nagrania do piosenek. Zerknęłam, kto śpiewał za szybą. One Direction.
- Nie, dlaczego? – zapytał zdziwiony.
- Nie często każesz przychodzić mi do studia. – wytłumaczyłam.
- Nic się nie dzieje. Kazałem ci przyjść, gdyż chciałem, abyś zaśpiewała coś. Chciałbym zobaczyć, jak ci idzie. – powiedział. No to teraz mnie zszokował, nie zaprzeczę. Ale… nie zaśpiewam przed nimi. Nie ma mowy! Nie chcę się niepotrzebnie zbłaźnić.
- Nie wydaje mi się, aby to był dobry pomysł, tato. – mruknęłam.
- Dlaczego? Przecież to świetny pomysł. – rzekł mężczyzna.
- Tato nie będę śpiewać przed nimi wszystkimi. Może innym razem. – powiedziałam. Tata pokiwał głową na znak, że zrozumie. Uśmiechnęłam się, gdyż cieszył mnie fakt, że tata nie naciskał na to. Rozumiał mnie. Zamieniłam z nim jeszcze kilka słów, po czym wyszłam stamtąd nim ktokolwiek inny zdążył zwrócić na mnie swoją uwagę…

•••


Kilka minut po 18: 00 zakończyłam próby z chłopakami. Na koniec postanowiliśmy zagrać jeszcze jedną piosenkę, którą chciałam z nimi przećwiczyć, aby sprawdzić, czy jest wszystko w porządku, czy po prostu nie potrzeba jakiś zmian.


Luke zagrał na perkusji pierwsze dźwięki melodii, a zaraz do niego dołączył Jake ze swoją gitarą. Skoncentrowałam się na słowach, które siedziały w mojej głowie, po czym będąc całkowicie skupioną na utworze zaczęłam śpiewać:

I'm standing in the center of the room
I watch the boys follow girls perfume
All is as it should be I assume
Except for the distance between me and you...



Z perspektywy Niall’a
Wszedłem do budynku, w którym znajdowało się studio. To pokręcone, bo dziś byłem już w jednym. Ale przechodząc obok poczułem, że muszę tu wejść. Zastanawia mnie, czy kiedyś jeszcze usłyszę głos tej dziewczyny, którą usłyszałem w sobotę. W tej samej chwili usłyszałem znajomy mi głos:

...Who you are is falling over me
(Who you are is falling over me)
Who you are has got me on my knees
(Who you are has got me on my knees)

I'm hoping
I'm waiting
I'm praying you are the one...


Po chwili dotarło do mnie, że to jest ta dziewczyna. Dziewczyna o anielskim głosie. Szybko ruszyłem w kierunku sali.

...If you are I will wait I will follow
I'm here to stay
As long as we're promised tomorrow
I promise you today I'll wait
I'll wait...


Złapałem za klamkę, ale na marne. Drzwi były zamknięte.

...Who you are is falling over me
(Who you are is falling over me)
Who you are has got me on my knees
(Who you are has got me on my knees)


Poszedłem od drugiej strony, gdzie znajdowało się drugie wejście na salę.

I'm hoping
I'm waiting
I'm praying you are the one
I'm hoping
I'm waiting
I'm praying you are the one
…You are the one…


Szłem korytarzem szukając odpowiednich drzwi. Kiedy je znalazłem otworzyłem je. Rozejrzałem się po dużym pomieszczeniu, ale było pusto. Już nie było nikogo. Już nie było jej…

Z perspektywy Demi
Wyszłam wreszcie stamtąd po tym, jak Luke otworzył drzwi, które wcześniej zakluczył. Zastanawia mnie, jaki był tego cel. Lecz nie będę wnikać. Zamknęłam teczkę z nutami do piosenek, które do tej pory skomponowałam. W momencie, kiedy wyciągałam telefon z kieszeni z kimś się zderzyłam. Spojrzałam w górę, aby zobaczyć tego samego chłopaka, który tak mnie zdenerwował kilka dni temu i który jeszcze wcześniej był na spotkaniu u mojego taty.
- Znowu ty. – odezwał się Blondyn.
- Też się cieszę, że cię widzę. – mruknęłam niezadowolona.
- Za jakie grzechy ciągle cię spotykam? – zapytał chłopak. Przewróciłam oczami. Zaczynało się we mnie gotować. Znowu on. Kolejny dzień mi zepsuje. Jeszcze tego mi brakowało.
- Wiesz, jak cię widzę, pytam się o to samo. Mógłbyś wreszcie zejść mi z drogi i sobie iść? Już wystarczająco, że spotkałam cię więcej, niż jeden raz w swoim życiu i mi to w zupełności wystarczy. – mruknęłam.
- Jaki pech. Przestań za mną chodzić to się więcej nie spotkamy. – rzekł pewny swoich słów.
- Chciałbyś, co? Ale to zabawne, że robisz sobie nadzieje. Niestety są złudne. – burknęłam. - Odczep się ode mnie to może nigdy więcej nie będę musiała cię oglądać. – powiedziałam krzyżując ręce.
- I nawzajem. Jeżeli już skończyłaś to możesz iść. – mruknął.
- Nareszcie! Dziękuję za pozwolenie! – powiedziałam z irytacją. – Palant!


~ ~ ~
Rozdział dodany dopiero dziś za co przepraszam, ale znacie powody mojego opóźnienia z rozdziałem.
Do egzaminów tuż tuż, więc muszę się przygotowywać.
Co więcej?
Mam nadzieję, że rozdział się spodobał, a akcja Was zaintrygowała.
Piszcie w komentarzach swoje opinie, co o tym myślicie i jak myślicie, co będzie dalej...

Kocham Was,
AnotherGirl


Tagi: chapter 4...
31.03.2015 o godz. 06:33
CZYTASZ = KOMENTUJESZ ♥



Nim się spostrzegłam usłyszałam dzwonek do drzwi. Zeszłam na dół, po czym zobaczyłam cały zespół One Direction i jak przypuszczam ich menagera. Ciekawe, ile czasu to wszystko zajmie. Mimo, iż nawet się jeszcze nic nie zaczęło to pragnę, aby wszystko się już skończyło…
- O! Poznajcie moją córkę Demetrię. – powiedział tata, kiedy zobaczył, że stoję obok.
- Demi, proszę. – mruknęłam niezadowolona, gdyż po raz drugi wypowiedział moje pełne imię, którego nie lubię.
- Dobrze, a więc może przejdźmy do rzeczy. Ale najpierw coś zjedzmy. – powiedział mój tata. Zawsze ta sama gadka. Wszyscy przeszliśmy do dużej jadalni, gdzie zasiedliśmy przy stole i zaczęliśmy jeść. Oczywiście wyglądało to tak, że mój tata rozmawiał z Paul’em, a ktoś z zespołu odpowiadał na jakieś pytanie, co jakiś czas. W końcu i mama też włączyła się do rozmowy. Ja siedziałam, jako jedyna, która nic nie mówiła i nie narzekałam na to.
- U Was to chyba nic się nie zmieniło no oprócz tego, że dziewczyny urosły. – odezwał się menager zespołu. Tak odleciałam myślami, że nawet nie zauważyłam, kiedy ich rozmowy zeszły na inny tor.
- Dużo się nie zmieniło. – mama tym razem zdecydowała się coś powiedzieć.
- Chwila, to wy się znacie? – zapytałam, gdyż z ich wymian zdań zrozumiałam, iż najwidoczniej muszą się znać skoro zeszli na takie tematy.
- Paul to mój stary przyjaciel. – powiedział tata z uśmiechem. – zaprosiłem go głównie dlatego, że dawno go nie widziałem, a że teraz jest menagerem One Direction to i ich chciałem poznać. – wytłumaczył mój rodziciel. Przytaknęłam głową na znak, że zrozumiałam, po czym znów zamilkłam starając się kontynuować bycie niewidzialną.
- A, co u waszej drugiej córki słychać? – zapytał mężczyzna.
- U Katherine? Ach, świetnie. Obecnie jest na studiach dziennikarskich. – powiedziała dumnie mama. Zaczyna się wychwalanie mojej siostry, jaka to ona mądra i cudowna. Boże, nie pozwalaj mi na to bym po raz tysięczny o tym słuchała.
- No to świetnie. A Demi, jak sobie radzi? – zapytał Higgins. Czuję teraz, jakbym serio była tu niewidzialna. Dlaczego mnie wprost nie spytał? Halo? Przecież ja tu jestem!
- Dobrze, lecz byłoby lepiej, gdyby bardziej się przyłożyła do nauki. – czy moja własna matka właśnie to powiedziała? Najwidoczniej tak. Chodź jasne jest to, że w moim przypadku potrafi wypowiedzieć się tylko w sprawie moich ocen, ale nic więcej nie potrafi powiedzieć o mnie.
- Mnie niespecjalnie interesuje nauka. – wytłumaczyłam.
- A czym się interesujesz? – zapytał chłopak z burzą loków na głowie. Nie wiem, jak ma na imię, ale dopiero zauważyłam, że dosłownie wszyscy się mi przyglądają z ciekawością.
- Głównie muzyką. – powiedziałam patrząc na reakcje moich rodziców. Tata się uśmiechnął, co mnie ucieszyło, bo wiedziałam, że to był jego szczery uśmiech. Gdy natomiast spojrzałam na mamę, zobaczyłam, że miała minę, jakbym właśnie powiedziała, że jestem w ciąży.
- Śpiewasz? – zapytał tym razem chłopak, który jak mi się zdaje ma na imię Zayn, choć pewności nie mam, bo nie wiem tak naprawdę, który jest którym.
- Trochę. – mruknęłam.
- Zaśpiewaj coś. – poprosił Paul.
- Może innym razem. – powiedziałam uśmiechając się lekko. Na szczęście każdy był na tyle wyrozumiały, że nie naciskał i miałam spokój. Reszta czasu minęła spokojnie, na szczęście…

*Two days later*
- Lovato i Cooper! Lepiej skupcie się na lekcji, a nie ciągle gadacie! – usłyszałam głos nauczyciela. Pan Black jest jednym z najbardziej nielubianych nauczycieli przeze mnie w tej szkole. Niestety uczy tutaj geografii, więc jestem zmuszona znosić te zajęcia z nim. Odkąd pamiętam zawsze towarzyszył mu zły humor. Nigdy nie widziałam, żeby się uśmiechnął. Nigdy! W końcu zadzwonił upragniony dzwonek, więc wszyscy wybiegli stąd, jakby się paliło. Tak jest za każdym razem. Każdy na lekcjach geografii marzy tylko o dzwonku, a kiedy wreszcie to się stanie, każdy wychodzi tak szybko, jakby doznał tutaj tortur. Na całe szczęście to była moja ostatnia lekcja na dziś i po pożegnaniu się z przyjaciółką ruszyłam w kierunku domu. Powinnam mieć jeszcze dwie lekcje, ale nauczycielka zachorowała, więc kończę dziś wcześniej. Założyłam słuchawki na uszy, włączyłam pierwszą piosenkę z playlisty, po czym zaczęłam iść przed siebie…

Z perspektywy Niall’a
- Chris na pewno wiesz, kto to jest. – mruknąłem. Nie miałem zamiaru się poddawać.
- Ty ciągle o tej dziewczynie? Horan, tu przychodzi mnóstwo ludzi. Skąd mam wiedzieć, o jaką konkretnie dziewczynę ci chodzi? To prawda, znam tu każdą osobę, która tu wchodzi i wychodzi, ale nie podajesz mi zbyt wiele informacji o tej osobie, której poszukujesz, wiec nie umiem ci pomóc. – westchnął, opierając się ręką o ścianę. Od kilku minut próbuje już się dowiedzieć, kim jest ta dziewczyna, która wtedy była tam na sali. Tak cudownie śpiewała.
- Na pewno da się jakoś tego dowiedzieć. – powiedziałem.
- Czemu mnie męczysz? Pytaj się szefa o takie rzeczy. – rzekł.
- On mi nie powie. – machnąłem ręką.
- Stary, ja tu tylko pracuję. Właściwie to, czemu ci tak zależy, żeby to wiedzieć? – zapytał. W sumie to sam nie wiem, dlaczego tak bardzo tego chcę, ale kiedy usłyszałem ten głos to od tego czasu czuję, że muszę ją znaleźć. Coś mnie przyciąga do niej. A może to mi się tylko wydaje?
- Nie wiem, ale po prostu muszę. – odpowiedziałem. Czując, że i tak nic się nie dowiem, wyszedłem zdenerwowany z budynku kierując się w stronę, w którą poniosły mnie nogi. Nie patrzyłem, gdzie idę, gdyż myślami odpłynąłem do innego świata. W głowie wciąż siedział ten głos nie mówiąc już o piosence, której tekst ciągle mi się powtarzał od nowa. Gdziekolwiek jestem melodia ciągle gra w mojej głowie nie chcąc się skończyć. Tak byłem zamyślony, że dopiero z własnych myśli wyrwało mnie zderzenie z kimś…

Z perspektywy Demi
Dzisiejszy dzień jest całkiem przyjemny. Słońce wysoko świeci nad horyzontem, chmury znikły gdzieś na niebie, a ludzie, jakby zmienili tempo. Każdy szedł powoli, jakby nie śpieszył się na powrót do rzeczywistości. Każdy żył po prostu chwilą i cieszył się nią. Na sam widok szczęśliwych ludzi uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Lubię patrzeć, kiedy ludzie są uśmiechnięci, kiedy odpychają od siebie, choć na moment wszystkie troski tylko po to, aby zasmakować, choć na krótką chwilę radość. Miło patrzeć na takie widoki. Przeniosłam swój wzrok na chodnik, po którym szłam, wsłuchując się w piosenkę, która właśnie rozbrzmiała w moich uszach przez słuchawki. Przez moment czułam się, jak ta dziewczyna, o której mowa w utworze: pełna szczęścia i nadziei na odnalezienie prawdziwej miłości. W końcu za bardzo się w to wczułam, bo po sekundzie poczułam zderzenie z jakąś osobą, a zaraz po tym upadłam na ziemię...



~ ~ ~
Od autorki:
Rozdział dodany z lekkim opóźnieniem, ale nareszcie skończyłam! :)
Wreszcie mogę odetchnąć z ulgą, że go skończyłam.
Ostatnim razem zapomniałam Wam wspomnieć o jednym szczególe, a mianowicie to o tym, że teraz może mi się często zdarzać opóźniać z rozdziałem, gdyż, jak wiecie, lub nie, mam w kwietniu egzaminy i teraz muszę się skupić na tym, aby powtórzyć to, co mam w zamiarach.
Myślę, że w sumie nie zrobi Wam to różnicy, bo ostatnio to praktycznie się i tak nie wyrabiam w terminie, więc...

A, co do rozdziału to, jak myślicie:
• Jak rozwinie się znajomość głównych bohaterów?
• Czy Niall dowie się, kto tak naprawdę był wtedy tą dziewczyną, której teraz tak zawzięcie poszukuje?
Czekam na Wasze motywujące komentarze wraz z odpowiedziami do powyższych pytań.
Jestem strasznie ciekawa Waszych odpowiedzi. :)

Kocham Was,
AnotherGirl


Tagi: chapter 3...
23.03.2015 o godz. 13:55
CZYTASZ = KOMENTUJESZ ♥



Najgorsze jest to, że rodzice myślą, że wiedzą o mnie wszystko, a gdybym zapytała ich o cokolwiek to niemieliby pojęcia o niczym. Nie znają mnie. Nigdy nie słyszeli, jak gram i śpiewam. Z resztą to i tak zapewne nie zmieniłoby nic. Jestem ich córką, ale dla mnie są czasami obcy. Może to mi się wydaje, a może i nie. Ja przecież nie wymagam od nich nie wiadomo, czego, ale po prostu chciałabym mieć pewność, że mnie kochają…

Następnego dnia obudziłam się wcześnie pomijając fakt, że dziś jest sobota i weekend, czyli wolne od szkoły. Chciałam zasnąć i obudzić się za jakiś dłuższy czas, ale problem polegał na tym, że po prostu nie mogłam tego zrobić, bo nie chciało mi się spać. Postanowiłam, więc wstać i czymś się zająć, choć szczerze wolałabym przeleżeć w łóżku cały dzień. Na początek wykonałam poranne czynności, a następnie zajęłam się włosami, które rozczesałam i wykonałam z nich koka. Wybrałam zestaw, który składał się z koszuli w kratę, czarnych spodni i kilku bransoletek. Zamiast butów, które były w zestawie, założyłam zwykłe trampki tego samego koloru, co spodnie. Pościeliłam łóżko, po czym zeszłam powoli na dół, gdyż nigdzie mi się nie śpieszyło. Ze względu, iż wstałam wcześniej niż zwykle w soboty, zobaczyłam rodziców w kuchni. Tata powoli przygotowywał się do wyjścia, ale jeszcze korzystał z wolnych minut przed pracą, mama natomiast nie widziałam, aby miała w zamiarach gdziekolwiek iść, więc stwierdziłam, że dziś ma wolne od pracy. Całe szczęście, że Kate jest na studiach, co oznacza, że jest daleko od domu i widzę ją rzadko. Jest w swoim akademiku, z dala ode mnie, co mi odpowiada. Chyba nie zniosłabym każdego dnia, gdzie w domu byłaby moja siostra, a rodzice przy każdej możliwej okazji by ją wychwalali, a szczególnie mama, bo jeśli by tak się zastanowić to tata tak się nie zachwyca, jak mama. Cieszy się z osiągnięć Kate, to prawda, ale nie zachowuje się, jak mama i całe szczęście, ale i tak boli mnie to, że i mnie tak nie motywują do działania i nie wspierają, tak jak powinien to robić rodzic. Zapewne gdybym uczyła się tak, jak moja starsza siostra to też byłabym zauważana w jakimś stopniu, ale tak się nie stanie, bo ja nie lubię nauki. Denerwuje mnie ciągłe porównywanie do niej. Jeden z moich ulubionych nauczycieli powiedział kiedyś, że zawsze mamy uczyć się na tyle, ile potrafimy sami i że mamy przede wszystkim robić to dla siebie, a nie dla kogoś, gdyż to, co robimy ma szczególnie nas satysfakcjonować. Chodzi o to, byśmy docenili swoją prace, gdyż, jeśli my nie docenimy samych siebie to nie będziemy nigdy wtedy widzieć efektów swojej pracy i będziemy się słabo oceniać nie zauważając w rzeczywistości, jak dużo się zrobiło. Ja pracuję nad własnymi utworami, gdyż to chce robić i tego nie zmienię. Chcę śpiewać.
- Demetria, słuchasz mnie? - odezwał się tata, który w tym czasie przerwał moje przemyślenia i również sprawił, że skrzywiłam się na to, że wypowiedział moje pełne imię.
- Słucham, słucham. - mruknęłam.
- A więc, jak mówiłem, przygotuj się, żebyś była gotowa na czas. - poinformował mnie.
- Przygotuj na co? - zapytałam, zastanawiając się, o co właściwie chodzi.
- I właśnie tak słuchałaś. Mówiłem, że masz się przygotować, gdyż wieczorem przyjdą ważni goście i masz być przy tym, jak zawsze z resztą. Będą za kilka godzin. Ja wrócę do domu godzinę przed ich przyjazdem tutaj. - oznajmił.
- Ale ja umówiłam się już z Ally! Mam już na dziś plany. - starałam się być spokojna, choć nie wiem, czy mi to wychodziło.
- To je odwołaj. Masz być i już. - powiedział tata, po czym wyszedł z domu nim zdążyłam coś powiedzieć i tyle go widziałam. Kolejny powód, za co czasami naprawdę mam dosyć moich rodziców jest taki, że muszę odkładać własne plany, aby móc spełnić ich. Nie rozumiem, po co mam być za każdym razem przy jego spotkaniach z różnymi menagerami i ich gwiazdami. I tak siedzę tylko i udaję, ze słucham, o czym mówią, choć szczerze to mnie naprawdę to nie interesuje. Lecz w sumie nie obchodzi mnie, po co im moja obecność, a chcę tylko, żeby wreszcie zrozumieli, że mam własne życie. Nie jestem już małym dzieckiem. Jestem nastolatką i chcę żyć własnym życiem. Wciąż skrywam w sobie emocje, ale jak długo jeszcze wytrzymam? A nie chodzi już nawet o to o czym wspomniałam przed momentem, a ogólnie o wszystko, co robią. Jak długo dam radę ukrywać w sobie te złe uczucia? Co, jeśli pewnego dnia wybuchnę na kimś, kto nigdy nic wcale złego mi nie zrobił? Kiedyś nie wytrzymam i wybuchnę, jak wulkan. Wszystko, co będzie wewnątrz mnie wyskoczy na zewnątrz, jak bomba i zepsuje coś, czego wcale nie miałam w planach. Boję się, że tak się stanie.
Przerwałam swoje myśli, po czym zabrałam się za śniadanie, a kiedy już odłożyłam talerz do zlewu, zabrałam się za sprzątanie domu. Wprawdzie mama jest w domu i sama pewnie za to by się wkrótce wzięła, ale przecież i tak mam trochę wolnego czasu, więc coś zrobię, choć według mnie i tak za wiele do sprzątania to tu nie ma, gdyż dom i bez tego utrzymany jest w porządku, ale moja mama i tak zawsze znajdzie coś, co będzie trzeba zrobić. Zaczęłam, więc od mojego pokoju, a skończyłam na salonie. Czas upłynął niesamowicie szybko, więc po skończeniu wszystkiego, wzięłam telefon i słuchawki, po czym wyszłam z domu. Szłam w znanym mi kierunku. Po kilku minutach drogi znalazłam się na miejscu. Weszłam do środka budynku, gdzie znajdowała się m.in. studio nagraniowe, czy też sala, w której spędzam dużo czasu. Cały ten budynek należy do mojego wujka, który udostępnia mi to miejsce, dlatego często po szkole przychodzę tu i piszę własne piosenki, których zapewne nigdy nie ujrzy świat. Ale kocham to robić, dlatego wciąż piszę, gram i śpiewam dla siebie. Chłopacy już czekali na mnie. Jake widząc mnie wziął gitarę, a Luke zasiadł przy perkusji. Aby sprostować, nie jesteśmy żadnym zespołem. Chłopacy po prostu grają do moich piosenek. Pomagają mi. Kiedy skomponuję jakiś utwór to wtedy próbuję to z chłopakami. Dzięki naszej współpracy poprawiamy razem błędy i tworzymy świetne melodie do tekstów, bo piosenka inaczej brzmi, kiedy jest grana na pianinie, a kiedy na kilku instrumentach. A najważniejsze w tym wszystkim jest to, że świetnie się przy tym wszyscy bawimy.
Jak zawsze próby skończyliśmy po dwóch godzinach. Luke wziął swoje rzeczy, po czym pożegnał się ze mną i wyszedł.
- A ty nie idziesz? – zapytał Jake, kiedy zakładał bluzę.
- Zaraz będę się zbierać, zostanę tu jeszcze chwilę. – oznajmiłam, uśmiechając się do niego.
- Okej. To cześć. – przytuliłam się z nim na pożegnanie, po czym również po chwili zniknął mi z pola widzenia.
Podeszłam do pianina, ułożyłam dłonie na klawiszach i zaczęłam grać pierwsze melodie jednej z moich piosenek - It's Not Too Late. Pierwsze słowa wydobyły się z moich ust…

Z perspektywy Niall’a
Wychodząc z przyjaciółmi ze studia, odetchnąłem, że nagrywanie piosenek wreszcie się skończyło. Czas, aby odpocząć. Dzisiejszego wieczoru wraz z chłopakami i menagerem mamy spotkanie z producentem muzycznym w jego domu. Przeczuwam, że będziemy tam jakiś czas, więc muszę porządnie się wyspać. W pewnym momencie usłyszałem, jak ktoś śpiewa. Zatrzymałem się na chwilę, aby posłuchać.
- Idziesz, Niall? – zapytał Liam.
- Zaraz przyjdę tylko muszę…coś zrobić. Idźcie, zaraz do was dołączę. – mruknąłem, po czym wszedłem do pomieszczenia, z którego dochodził ten cudowny głos. Zobaczyłem jakąś dziewczynę, która grała na pianinie i śpiewała. Wspaniale śpiewała. Była odwrócona tyłem do mnie, więc nie widziałem, jak wygląda. Wsłuchałem się w słowa piosenki:

…I’m gonna find the strength
To be the one that holds it all together
Show you that I’m sorry
But I know that we can make it better…


Nigdy nie słyszałem tej piosenki, więc myślę, że po prostu utwór należy do niej. Nawet nie zauważyłem, kiedy dziewczyna skończyła grać. Wycofałem się, czym prędzej, nim zdążyła mnie zobaczyć. Wyszedłem z budynku, po czym wsiadłem do auta, gdzie byli chłopacy. Louis pytał, co tam robiłem, ale nie odpowiedziałem. W mojej głowie wciąż siedziała ta piosenka i ten głos. Głos anioła…

Z perspektywy Demi
Kiedy weszłam do domu, zobaczyłam mamę, która przeglądała coś na laptopie. Poszłam do swojego pokoju, po czym zaczęłam szukać jakiegoś stroju na wieczór. Nie zależy mi na tym, lecz mama nie pozwoliłaby mi być na tym spotkaniu w tym samych ubraniach w których jestem teraz, więc zabrałam się za szukanie jakiegoś stroju. Po chwili znalazłam zestaw, który uznałam, że będzie odpowiedni. Rzeczy odłożyłam na bok. Usiadłam na łóżku, a następnie włączyłam swojego laptopa. Przypomniałam sobie, że jestem nadal na dziś umówiona z przyjaciółką. Zadzwoniłam do niej i odwołałam spotkania z nią wyjaśniając, dlaczego to robię. Rozmawiałam z nią jeszcze chwilę, po czym rozłączyłam się. Zastanawiam się, co miałabym robić sama przez tyle czasu. Postanowiłam dla zabicia czasu obejrzeć jakieś filmy. Znalazłam jeden, który wydaje się być ciekawy. Przykryłam się kocem, po czym zaczęłam oglądać film…

Obudziłam się i przetarłam zaspane oczy. Rozejrzałam się wokół. Włączony laptop leżał po drugiej stronie łóżka. Musiałam zasnąć podczas oglądania filmu. Spojrzałam na ekran, aby sprawdzić godzinę: 17:24. Zastanawiam się o której jest to spotkanie. Tata w końcu nie powiedział, o której mają być. Jak na zawołanie akurat przyszła mama.
- Demi, jesteś już gotowa? – zapytała.
- Jeszcze nie. O której oni będą? – mruknęłam podnosząc się z łóżka, wcześniej wyłączając laptopa.
- Za jakieś pół godziny. – powiedziała, po czym wyszła z mojego pokoju, zamykając za sobą drzwi. Wzięłam wcześniej przygotowany zestaw. Zmyłam makijaż i zrobiłam nowy. Włosy rozczesałam i pozostawiłam rozpuszczone. Nim się spostrzegłam usłyszałam dzwonek do drzwi. Zeszłam na dół, po czym zobaczyłam cały zespół One Direction i jak przypuszczam ich menagera. Ciekawe, ile czasu to wszystko zajmie. Mimo, iż nawet się jeszcze nic nie zaczęło to pragnę, aby wszystko się już skończyło...


~ ~ ~
Wreszcie skończyłam!
Jeju, jak się cieszę, że się wyrobiłam. Czuję się zadowolona, jak i zmęczona, bo spędziłam całe te pół dnia na pisaniu rozdziału.
Mam nadzieję, że zaciekawił Was ten rozdział, choć w małym stopniu.
Dziękuję za wszystkie komentarze pod pierwszym rozdziałem! :)
Nawet nie wiecie, ile to dla mnie znaczy.
Dziękuję raz jeszcze i życzę miłego popołudnia. :)

Kocham Was,
AnotherGirl


Tagi: undefined
15.03.2015 o godz. 16:44
CZYTASZ = KOMENTUJESZ ♥



Lekcja matematyki. Przedmiot, którego nienawidzę, a który teraz aktualnie mam. Nigdy nie lubiłam tego przedmiotu. Sama nie mam konkretnych powodów, czemu tak jest, ale po prostu to nigdy mnie nie ciągnęło i tyle. Za to lubię uczyć się różnych języków. Ale, co najbardziej kocham to muzykę, gdyż tam mogę pokazać siebie. Może się to komuś wydawać śmieszne, ale taka jest prawda. Muzyka od zawsze żyła w moim sercu, więc rozwijam tą pasję. Piszę własne piosenki, gram na pianinie i gitarze, śpiewam. To jest mój sposób na odciągnięcie się od rzeczywistości i problemów.
- Demi Lovato! Przestań siedzieć w z głową w chmurach i zabierz się za zadania. – krzyknęła zdenerwowana nauczycielka matematyki, pani Jones, która dziś wyjątkowo ma okropny humor, co u niej jest zaskakujące, bo ona zawsze była zupełnym przeciwieństwem tego, kim jest teraz. Oglądnęłam się wokół, aby zobaczyć, że wszyscy rozwiązują zadania tylko nie ja. Wzięłam długopis do ręki, po czym zaczęłam robić jedno z trzech zadań podanych przez nauczycielkę. Kilka minut później zadzwonił dzwonek oznaczający koniec moich lekcji na dziś. Wzięłam swoje rzeczy, po czym oddychając z ulgą wyszłam z klasy kierując się w stronę wyjścia…

Weszłam do domu kierując się do swojego pokoju, gdzie rzuciłam torbę w kąt, po czym rzuciłam się na łóżko. Po męczących dniach w szkole wreszcie rozpoczął się weekend. A z tego wszystkiego najlepszy jest fakt, że jeszcze dwa miesiące nauki i wreszcie wakacje. W moim przypadku oznacza to zakończenie szkoły. Jest to mój ostatni rok w tej szkole. Nieprawdopodobne, jak ten rok szybko minął. Są plusy tego, jak i minusy. Jednym z plusów jest to, że będą wakacje. Ten czas jest według mnie najlepszy, ale są też minusy, a o tym może później.
Jak każdą sobotę, spędzę z moją najlepszą, jak i jedyną przyjaciółką, Ally. Mam kilku innych znajomych, ale tylko jedną prawdziwą przyjaciółkę. I cieszę się z tego. Mówią, że lepiej jest mieć jednego prawdziwego przyjaciela niż kilku fałszywych. I w tym jest cień prawdy. Sama kiedyś tego doświadczyłam, jak każdy z resztą. Zawsze w życiu znajdą się osoby, które za twoimi plecami życzą ci, jak najgorzej. I sumie dziś już o tym nie myślę, bo nie ma o czym. A, jak teraz nad tym zastanowić to cieszę się, że doznałam tego, bo teraz jestem odporniejsza na takich ludzi i wiem, komu mogę zaufać.
Przerywając swoje przemyślenia, zeszłam na dół, do kuchni, aby zrobić sobie coś do jedzenia. Czasami chciałabym wejść tu i zobaczyć mamę robiącą obiad z uśmiechem na twarzy, która spytałaby mnie, jak minął dzień w szkole. W moim przypadku tak się nie stanie. Dlaczego? Moi rodzice ciągle pracują. Wychodzą rano do pracy i wracają wieczorem, gdy idę spać. Tata jest producentem muzycznym, a mama projektantką mody. Ciągle nie ma ich w domu, ale co się dziwić. Nie wydaje się w tym nic dziwnego, prawda? A jednak. Mam siostrę, Kate, która od kiedy pamiętam zawsze była oczkiem w głowie rodziców. Zawsze była ich ulubienicą i we wszystkim lepsza ode mnie. Lepsze oceny, więc mamę zawsze rozpierała duma, gdy mogła się pochwalić przed koleżankami z pracy. O mnie nie mogła tego powiedzieć. Nie uczyłam się źle, ale nie uczyłam się też dobrze. Lecz to dla mojej mamy jest już świętością. Nie jestem prymusem. Najgorsze jest to, że rodzice myślą, że wiedzą o mnie wszystko, a gdybym zapytała ich o cokolwiek to niemieliby pojęcia o niczym. Nie znają mnie. Nigdy nie słyszeli, jak gram i śpiewam. Z resztą to i tak zapewne nie zmieniłoby nic. Jestem ich córką, ale dla mnie są czasami obcy. Może to mi się wydaje, a może i nie. Ja przecież nie wymagam od nich nie wiadomo, czego, ale po prostu chciałabym mieć pewność, że mnie kochają...


~ ~ ~
Rozdział pierwszy nie powala, lecz w pewnym sensie o to mi chodziło.
Pierwszy rozdział jest krótki, dlatego, że nie rozwinęła się jeszcze żadna akcja. Nie chciałam, żeby już coś się działo w 1. rozdziale.
Więc...
Mam nadzieję, że cokolwiek się dowiedzieliście.
Nie obawiajcie się, akcja rozwinie się swoim tempem. :)
Przepraszam za opóźnienie z rozdziałem, ale jest on krótki też dlatego, że nie mam za dużo czasu.
Zaraz musze iść sie uczyć na sprawdziany, więc...
Ale będę się starać dodawać na czas.
Jeśli w rozdziale występują jakieś błędy - przepraszam. Nie miałam teraz czasu dokładnie przejrzeć i zrobić poprawki.

Kocham Was,
AnotherGirl



Tagi: chapter 1...
09.03.2015 o godz. 20:45
CZYTASZ = KOMENTUJESZ ♥



Wszystko dzieje się tak niezmiernie szybko. Życie wciąż robi mi wiele niespodzianek, aby ciągle zaskakiwać. Lecz to nie zawsze są miłe prezenty. Moje życie jest z lekka zwariowane. Ciągłe zmiany, które po prostu sprawiają, że albo się cieszę, albo mam wszystkiego dosyć. Moje nerwy się kiedyś skończą, a ja wybuchnę możliwe, że na niewinnej osobie.
Denerwujący rodzice, którzy nie potrafią mnie zrozumieć.
Nieznośna siostra, która całe życie jest na pierwszym miejscu, a ja przez to jestem niezauważona i niezrozumiana.
Jak długo jeszcze tak przetrwam?
Jestem Demi Lovato, a to moja historia, jak ze zwykłej dziewczyny z marzeniami, która żyła całe życie w cieniu zmieniła się w kogoś, kto sam stał się marzeniem milionów ludzi na świecie...


~ ~ ~
Krótki prolog, który mam nadzieję, że się Wam spodobał.
Rozdział pierwszy pojawi się mam nadzieję w następny weekend, czyli za tydzień.
Nie chcę zmieniać czasu publikowania rozdziałów.
To zamierzam pozostawić bez zmian.
Prolog napisałam już wcześniej, lecz nie miałam chwili, aby się tym zająć.
Co do zmian na moim blogu to nie wiem, czy ktoś zauważył, ale podtytuł zmieniłam.
Tło pozostało bez zmian,ale to dlatego, że nie znalazłam jeszcze żadnego odpowiedniego obrazka na tło do tego bloga.
Jak znajdę coś ciekawego to i tło zostanie zmienione.
Więc zdaje się, że to chyba na tyle.
Co to opowiadania to mam nadzieję, że będziecie czytać. :)

Kocham Was,
AnotherGirl


27.02.2015 o godz. 14:17




W życiu nigdy nie jest tak jakbyśmy to sobie wymarzyli, dlatego nie warto robić sobie nadziei, najważniejsze to być silnym i nie dać się stłumić...


Demi Lovato as herself

Age: 17
Place: London







Nie ma światła, które świeciłoby dla siebie samego. Każde szczęście rozjaśnia świat...


Niall Horan as himself

Age: 20
Place: London



Pozostali:
Alison Cooper (18)
Harry Styles (19)
Zayn Malik (20)
Liam Payne (20)
Louis Tomlinson (22)

UWAGA!
W TYM OPOWIADANIU DEMI LOVATO NIE JEST SŁAWNA.
ONE DIRECTION POZOSTAJE BEZ ZMIAN.



~ ~ ~
Po przeczytaniu wszystkich (cudownych) Waszych komentarzy postanowiłam zabrać się za kolejne opowiadanie.
Jak już wiecie głównymi bohaterami są Demi i Niall.
Mam nadzieję, że to, co planuje się Wam spodoba.
Prolog pojawi się w tygodniu, lub w weekend.
Rozdziały będą dodawane, co weekend.
To się nie zmienia.
Dziękuję Wam za pomoc w wyborze, za Wasze wspaniałe słowa, za wszystko, naprawdę.
Dziękuję! :)
I pytanie: Zmienić wygląd bloga, czy pozostawić go takiego, jaki jest?

Kocham Was,
AnotherGirl
22.02.2015 o godz. 00:20
CZYTASZ = KOMENTUJESZ ♥

PRZECZYTAJ NOTKĘ POD EPILOGIEM...



Czas leci tak niewyobrażalnie szybko. Gdy tylko się obejrzymy przemija tak wiele rzeczy przez upływający czas. Wszystko dzieje się tak prędko, tak nagle, że nawet człowiek nie zdąży się niczym nacieszyć. Tracimy tak wiele, nawet nie wiedząc, kiedy to się wydarzyło.
Minęły dwa tygodnie od pogrzebu Caroline. Niall od tego zdarzenia spędzał swój czas w pokoju pijąc alkohol od czasu do czasu, bo pomyślał, że dzięki temu zapomni o bólu i tęsknocie. Prawda jest taka, że rzeczy, które były ważne dla człowieka nie zostaną tak nagle wyrzucone z głowy. Wspomnienia pozostaną na zawsze.
Niall Horan każdego dnia powtarzał sobie, że da radę, że się nie załamie i będzie starać się żyć dalej, ale słowa pozostały słowami, a obietnice złożone samemu sobie przeminęły tak szybko, jak tylko zostały obiecane sobie samemu.
Kolejny dzień Irlandczyka minął podobnie, jak czternaście innych. Wstał, wykonał poranne czynności, zjadł śniadanie i spędził czas przy telewizji, lub w swoim pokoju. Każdy widział, że z nim nie jest najlepiej, lecz, co mogli zrobić, sami nie dawali rady, ale się starali.
Dziś jest pierwszy koncert w Londynie od czasu śmierci Caroline. Lecz, czy zespół jest gotowy? Oczywiście, że nie. Potrzeba czasu, aby każdy się ze wszystkim uporał. Nawet fani są wstrząśnięci tą informacją, ale nikt nie poradzi na to, co się stało. Czasu się nie cofnie i też się nic nie zmieni. Trzeba po prostu zaakceptować okrutną rzeczywistość.
Minuty przemijały błyskawicznie, a godzina koncertu się zbliżała. Niall spędzał aktualnie czas na spędzaniu go w swojej sypialni przeglądając Twitter’a. Kontakt z przyjaciółmi i z fanami to jest to, czego potrzebował. W pewnym momencie rozejrzał się po pomieszczeniu, jakby oglądał go po raz pierwszy. Dostrzegł białą kartkę papieru na półce. Podszedł tam, po czym wziął rzecz do ręki, a następnie otworzył. List Caroline. Pamiętał, dała mu go miesiąc temu, ale kazała przeczytać treść dopiero po jej śmierci. Łza zakręciła mu się w oku na tę myśl, bo nadal nie chciał wierzyć, że jego ukochanej już na tym świecie nie ma. Usiadł na łóżku, po czym zaczął czytać treść listu:

Włącz to...


Moi kochani!
Nie wiem, od czego miałabym zacząć. Przyznam szczerze, że nigdy nie byłam dobra w pisaniu listów, nie sądziłam, że kiedykolwiek będę to robić, ale nigdy się nie wie, co czeka Nas w życiu.
Zapewne czytasz to teraz, kiedy mnie już na tym świecie nie ma. Cóż...nie sądziłam, że mój koniec nadejdzie tak szybko. Ominęło mnie tak wiele rzeczy, które tak bardzo chciałam zrobić. Nie doczekałam tych chwil, lecz nie pisze listu po to, aby o tym pisać.
Wiem, że nie zdążyłam się pożegnać z każdym, więc właśnie ten list będzie moim sposobem, aby ostatecznie pożegnać się z Wami, z osobami których kocham i którzy pozostaną w moim sercu nawet jeśli mnie już nie ma.



Mamo, tato... Wiedźcie, ze zawsze Was strasznie kochałam, mimo, ze bywały momenty, kiedy nie do końca na to wskazywało. Bywałam nieznośna czasami, wiem o tym. Wiem, że przez to Wam było trudno. Sama czasami miałam też siebie dosyć. Wiem, ze mnie kochacie i proszę... Nie załamujcie się, kiedy mnie już nie będzie. Wiem, ze chcieliście dla mnie innego życia, ale nikt nie mógł poradzić na to, jak się stało. Przepraszam za każdą chwile w której działałam Wam na nerwy, przepraszam za wszystko, co źle zrobiłam. Natomiast dziękuje za to, ze mnie wychowaliście. Dziękuje za wspaniałe dzieciństwo, które dzięki Wam miałam i będę dziękować cały czas sobie za to, ze miałam najwspanialszych rodziców pod słońcem nawet jeśli nie zgadzaliśmy się czasami ze sobą...
Patricia, Kinga... Wam przede wszystkim dziękuje za wieczną przyjaźń. Za to, że byłyście przy mnie zawsze, gdy Was potrzebowałam. Za to, że mnie zawsze wysłuchaliście, za pomoc, za rady, za wszystko. Mimo, iż bywały dni, kiedy się kłóciłyśmy i nie rozmawiałyśmy czasami nawet przez tydzień to nasza przyjaźń przetrwała do dziś i za to jestem wdzięczna, bo, hej, kto by wytrzymał ze mną tyle czasu, jak nie Wy? Lepszych przyjaciółek na świecie nikt nie znajdzie. Miałam szczęście, że Was miałam, naprawdę. Mogłabym zapewne wymienić jeszcze tysiące rzeczy za które chcę Wam podziękować, ale nie starczyłoby papieru na to wszystko, więc dziękuję za wszystko, co dla mnie zrobiłyście oraz za Waszą obecność przede wszystkim...
Chłopacy...jeju, jak strasznie brakuje mi już tych wszystkich momentów wspólnie spędzonych z Wami. Nigdy nie sądziłam, ze moimi przyjaciółmi będą moi idole. To takie niewiarygodne, że aż niemożliwe, a jednak. Mam nadzieje, ze Wasz zespół przetrwa, jak najdłużej. Twórzcie więcej hitów, zdobywajcie więcej fanów i róbcie to, co robicie najlepiej. Będę trzymać kciuki, żeby każdemu z Was powodziło się, jak najlepiej…
Niall... Ciebie zostawiłam na koniec, a dlaczego to sama nie wiem. Nie zdążyłam powiedzieć ci jeszcze tylu rzeczy. Tyle dla mnie zrobiłeś, że po prostu nie wiem od czego miałabym zacząć, aby ci podziękować. Wiedz, że pozostaniesz w moim sercu i Nasza miłość nigdy nie przepadnie. Byłeś najlepszym, co mnie w życiu spotkało. Wiem, że tęsknisz, lecz musisz wreszcie pozwolić mi odejść z twojego serca. To trudne, wiem, lecz kiedyś wszystko się kończy, aby mogło się coś zacząć. Początki są trudne, lecz potem jest łatwiej. I proszę… nie załamuj się całkiem. Masz całe życie przed sobą i korzystaj z niego. Nie udało się Nam przetrwać razem zbyt długo. Ale na pewno uda Ci się z kimś innym, bo wiem, że gdzieś tam czeka na Ciebie dziewczyna, którą pokochasz tak mocno, jak ja kochałam Ciebie. Kto wie, może będzie ona gdzieś wśród Twoich fanek. Nigdy nic nie wiadomo, ale obiecaj, że ułożysz swoje życie na nowo. Znajdziesz wybrankę swojego życia, założysz rodzinę… Będę Cię obserwować z góry, pamiętaj o tym…


Każdy z Was, który to czyta ten list niech wie, że ogromnie Was kocham. Będę czuwać nad każdym z osobna, a gdy zaświeci słońce to wiedźcie, że będę to ja. Wierzę w Was, że sobie poradzicie. Będę zawsze przy Was może nie tak normalnie, ale duchowo…

Kocham Was mocno,
Caroline

Wyłącz muzykę…


Chłopak przeczytał część listu, która była skierowana do niego jeszcze kilka razy, nim zdał sobie sprawę, że dziewczyna po prostu pozwoliła mu odejść. Chciała, aby dalej był szczęśliwy, lecz z kimś innym. Wiedział, że miała rację, lecz, ile czasu zajmie mu, aby się pozbierać? Tego nie wiem nikt. List został przekazany każdemu o którym wspomniano. Każdy płakał, lecz wszyscy wiedzieli, że nadszedł czas, aby pogodzić się z sytuacją. Wiedzieli, że muszą żyć dalej…
Caroline Bright nie żyła zbyt długo, ale przeżyła tak wiele. Doznała prawdziwej miłości, może nie trwała ona długo i nie tak, jak powinna, ale jednak była. Pozostała w sercach bliskich na zawsze. Zapamiętali ją, jako optymistyczną dziewczynę, którą rzeczywiście była…

„Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą…”



~ ~ ~
A, więc to już koniec TEGO opowiadania. Historia Caroline & Niall'a nie zakończyła się dobrze, ale, co teraz kończy się dobrze? Wszystko, co budujemy kiedyś się zepsuje. Ale, co w tym jest najlepsze? Budowanie wszystkiego od nowa, aby zdobywać nowe doświadczenia i nowe rady od życia. Mam nadzieję, że zrozumieliście, co ta historia ma Wam przekazać.

Chciałabym Wam podziękować za:
~ ponad 72 tys. wejść,
~ ponad 500 komentarzy,
~ za Waszą wierną obecność oraz wspaniałe opinie, które za każym razem dawały mi niesamowitego kopa do dalszej pracy nad rozdziałami,
~ za wszystko...
Jestem Wam ogromnie wdzięczna, że chciało Wam się tu zajrzeć i stracić kilka minut na przeczytanie rozdziałów oraz skomentowanie. To Wy mnie motywowaliście. Gdyby nie Wy to dawno rzuciłabym to w cholerę najprawdopodobniej nie kończąc opowiadania, więc...DZIĘKUJĘ! :)

Mam do Was jedną prośbę: Czy moglibyście pozostawić po sobie długie komentarze, aby to wszystko podsumować i napisać, co myślicie o całym tym opowiadaniu, czy podobał się Wam epilog, itd.
Również odpowiedzcie na dwa pytania, które muszę Wam zadać, a mianowicie:
• Czy chcielibyście kolejne opowiadanie w którym Niall będzie jednym z głównych bohaterów?
• I, czy jeślibyście chcieli, abym dalej dla Was pisała to, czy zmienić playlistę?
Proszę o troszkę dłuższe, niż zazwyczaj opinie i o odpowiedzenie na powyższe pytania. To dla mnie bardzo ważne, bo chcę poznać Wasze zdanie dotyczące przyszłości tego bloga.
Dziękuję i pozdrawiam.

Kocham Was,
AnotherGirl
Tagi: epilogue...
19.02.2015 o godz. 12:16
CZYTASZ = KOMENTUJESZ ♥



Po dwóch godzinach przesiadywania na ławce w parku, wróciłam do domu zapraszając do siebie Sandrę, gdyż chciałam spędzić z nią trochę czasu. Wchodząc do domu, było przerażająco cicho.
- Chodźmy do salonu to… - powiedziałam jej w momencie wejścia do pomieszczenia. Zobaczyłam tam Patrycję, Kingę oraz całe One Direction. U każdego widniał wielki smutek. Po Patrycji widać było, że przed chwilą płakała. Jestem pewna, że wiedzą. Nie da się zaprzeczyć. Z trudem przełknęłam ślinę. Czułam się źle. Oni wiedzą.
- To prawda? Chorujesz na białaczkę? – zapytała Patricia wycierając łzę, która właśnie spływała po jej lewym policzku.
- Tak, to prawda…

- Dlaczego nam o tym nie powiedziałaś? – zapytała.
- Bo…nie chciałam nikogo martwić. Nie chciałam, żeby ktoś się o mnie troszczył, bo to jeszcze bardziej by mnie załamało, rozumiesz? Nie chciałam, żeby ktokolwiek wiedział! – krzyknęłam ostatnie zdanie płacząc, jak małe dziecko.
- Od…od kiedy o tym wiesz? – zadała kolejne pytanie. Zaczęło się. Pytania, na które nie chciałam odpowiadać. Wiem, że oni chcą wiedzieć, bo się martwią, ale to trudne. Nie mam sił. Jestem słaba.
- O chorobie dowiedziałam się w czasie, gdy byłam w Polsce. To stało się tak nagle. Ja…ja nie chcę umierać! – mówiłam przez łzy. – Można z tego wyjść, ale nie ma gwarancji, że mnie wyleczą. Rzadko, kto z tego wychodzi. To choroba, którą mimo, że wyleczysz teraz ona się nawróci za jakiś czas. Tak mówił lekarz. – nie zauważyłam nawet, kiedy Niall mnie do siebie przytulił. Jego dotyk jest taki kojący. I trudno będzie stąd odejść, bo go kocham i to jest w tym wszystkim najgorsze…

Z perspektywy Niall’a
Niektóre rzeczy są czasami nieprzewidywalne i podobno to jest najlepsze, bo coś dzieje się znienacka, coś zaskakującego, tak po prostu. Lecz myślę, że to jest złe, gdyż w ten sposób niespodziewanie się kogoś traci i to nie jest wcale nic dobrego. A ja właśnie powoli tracę kogoś mi tak ważnego. Sądziłem, że skoro wszystko się wreszcie dobrze układa będę mógł znów być z Caroline. Mogliśmy być szczęśliwi. A prawda jest taka, że nawet, gdy przyszło słońce to zaraz za tym pojawiła się kolejna burza i pioruny, które mogą w ciebie uderzyć. Tym razem ze zdwojoną siłą.
Patrząc na dziewczynę, która jest moim szczęściem i za niedługo zostanie mi zabrana, przykryłem ją kocem widząc, że zasnęła. Pocałowałem ją w czoło tak delikatnie, jakby miało od tego coś się stać. Szatynka lekko się poruszyła, po czym dalej smacznie spała. Wyszedłem z jej pokoju najciszej, jak umiałem. Przez cały ten czas chciało mi się płakać, bo ją stracę. Przedtem, przy niej tego nie zrobiłem. Chciałem w tamtym momencie być dla niej wsparciem, którym jestem. Odzyskałem ją po to, żeby zaraz stracić. Jak okrutny musi być dla nas los, aby działo się coś takiego?
Usiadłem na ławce przed domem dziewczyn, gdyż potrzebowałem w tym momencie samotności.
- Niall, co robisz? – usłyszałem głos Styles’a.
- Siedzę, nie widać? – odburknąłem, choć za chwilę pożałowałem to, jak się zwróciłem do przyjaciela. Przecież nie zrobił nic złego. – Przepraszam.
- Spokojnie, rozumiem. –usiadł obok mnie przez chwilę patrząc na widok przed sobą, czyli robił to, co ja – Jak się czujesz?
- Sam nie wiem. Czuję się…okropnie. Znów ją stracę, Harry. Tym razem na zawsze. – powiedziałem.
- Wiem o tym, Nialler. Dlatego ten czas, który jest teraz nie warto pozostawiać na smutek i łzy. A z resztą ona będzie walczyć, ale te wszystkie chwile, jakie ma trzeba wykorzystać, jak najlepiej. – rzekł Loczek. Świetnie rozumiałem, co chce przez to powiedzieć.
- Może masz rację. Ona musi spędzić teraz, jak najlepszy czas. – powiedziałem stanowczo. – Harry, jak myślisz, ona da radę? Wygra tę walkę? – zapytałem cicho, jakby do siebie.
- Cóż, nie mam pojęcia, Niall. Musimy mieć nadzieję. Trzeba po prostu pokazać jej to, czego nie zobaczyła jeszcze na tym posranym świecie. Ona musi wiedzieć, dla kogo ma walczyć, Ni. Przynajmniej musi zawalczyć o tyle czasu o ile się da. Ona wie, że ma Patricie i Kingę, lecz to ty jesteś częścią jej życia nawet, gdy nie jesteście razem. Wiem to. – mówił, a ja siedziałem i po prostu patrzyłem w dół. I cholera, wiem, że on ma rację. Caroline musi spędzić ten może i ostatni czas najlepiej, jak się tylko da. Nie wiem, ile tego czasu pozostało, ale muszę zacząć robić to, co chcę już teraz…

Z perspektywy Karoliny
Na zewnątrz było słonecznie, a ja spędzałam obecnie chwilę w łóżku wpatrując się na biały sufit. Pokręcone, nie? Wiem o tym, ale myślę, że to w tym momencie jedyne zajęcie, które wpadło mi do głowy i które mi się nie nudzi. Przez cały ten czas myślałam, jak trudno będzie mi pozostawić ludzi, których kocham. To takie smutne, a zarazem chore, że muszę mieć tego cholernego pecha by zawsze otrzymywać najgorsze. Zawsze, gdy była jakaś zabawa, a ktoś się przewracał mnie działo się to samo, ale zawsze ja miałam najgorsze rany, które długo się goiły. Tym razem jest to samo tylko, że rany, które mam wewnątrz siebie się nie zagoją, a ból pozostanie ze mną do końca.
W pewnym momencie wstałam, aby zrobić to, co planowałam zrobić od czasu, kiedy tylko się tu położyłam. Ten pomysł wydaje się być dobry, a ja nie mam i tak już nic do stracenia. Wyciągnęłam kartkę papieru i coś do pisania. Postanowiłam napisać długi list do wszystkich łącznie. To będzie forma mojego pożegnania z nimi. Nie wiedziałam, jak zacząć, bo nigdy nie byłam dobra w pisaniu szczerych listów. Prędzej wypłaczę wannę łez, niż napiszę list, aby on miał sens, ale też żeby zawierał to, co chcę przekazać. Moje myśli to jedno wielkie bagno, bo tyle chce napisać, ale nie potrafię tego wszystkiego skleić w jedną całość. W końcu zaczęłam pisać nie mogąc przestać…

Z perspektywy Niall’a
Jakiś czas później zjawiłem się w domu dziewczyn. Po przywitaniu się z Kingą, której przedtem nie widziałem ruszyłem w kierunku pokoju Caroline. Stanąłem przed nimi delikatnie pukając. Kiedy usłyszałem pozwolenie, otworzyłem drzwi zaraz po sobie je zamykając. Rozejrzałem się po pokoju zauważając szatynkę leżącą na łóżku z kocem, którym się okrywała i laptopem na drugiej stronie łóżka. Usiadłem na krawędzi łóżka bawiąc się swoimi palcami, gdyż nie wiedziałem, co miałbym powiedzieć.
- Jak się czujesz? – zapytałem wreszcie, gdyż chciałem wiedzieć, czy wszystko z nią w porządku.
- Tak. Nic mnie nie boli, więc jest dobrze. – uśmiechnęła się lekko kierując swój wzrok z ekranu na mnie.
- Chciałabyś…gdzieś może wyjść? – zapytałem patrząc na podłogę.
- Ale, że teraz? – zapytała. Kiwnąłem głową potwierdzając. – A gdzie?
- A tego dowiesz się później. Tylko się przebierz. – powiedziałem.
- Okay. – mruknęła tylko uśmiechając się. Jej uśmiech jest taki cudowny. Kiedy przygotowała ubrania, poszła do łazienki najprawdopodobniej biorąc kąpiel, gdyż słyszałem wodę. Gdy minęło około dwadzieścia minut, dziewczyna wyszła z łazienki owinięta w beżowy ręcznik, a jej długie brązowe włosy były związane w kucyka.
- Niall. – oprzytomniałem słysząc swoje imię.
- Hm? – mruknąłem patrząc na nią.
- Mógłbyś wyjść? Chcę się ubrać. – powiedziała chichocząc.
- Spoko, nie przeszkadza mi to. – rzekłem poruszając brwiami.
- Wyjdź, ale już. – mruknęła próbując być poważna, po czym ręką wskazała na drzwi. Burknąłem, choć tak naprawdę ciągle miałem uśmiech na twarzy, gdyż no, hej. Wygląda słodko, kiedy próbuje się zdenerwować, ale jej to nie wychodzi, bo potem zacznie się śmiać. Ona cała jest słodka…

Z perspektywy Karoliny
Po założeniu zestawu wykonałam jeszcze kilka czynności, po czym będąc pewna, że jestem gotowa, zeszłam na dół, gdzie na kanapie w salonie siedział Niall. Widząc mnie, wyłączył telewizję, po czym wstał otwierając drzwi wyjściowe, w których przepuścił mnie, jako pierwszą. Poszliśmy w kierunku jego auta, gdzie wsiedliśmy, ja na miejsce pasażera, a on kierowcy. W końcu ruszyliśmy w nieznane mi miejsce.
Po niecałych dziesięciu minutach jazdy dojechaliśmy pod restaurację, jak mi się zdaje, znaleźliśmy się na miejscu. Wysiadłam z auta a wraz ze mną Niall. Tak, jak poprzednio otworzył drzwi puszczając mnie, jako pierwszą. Usiedliśmy przy jednym z wolnych stolików, po czym każde z nas zrobiło zamówienie. Kiedy kelner odszedł zaczęłam rozmawiać z Horan’em na różne tematy, a czas płynął swoim własnym tempem.

- Pojedziemy jeszcze w jedno miejsce. – oznajmił Blondyn w momencie, kiedy zapalił silnik auta. Pokiwałam lekko głową nie pytając nawet, gdzie mnie zabiera, bo wiem, że i tak by mi nie powiedział. Chłopak włączył radio, więc nie było tej przerażającej ciszy. Utwór jednej z moich ulubionych piosenek rozbrzmiał w całym samochodzie, a jazda zdawała się być, jakby krótsza. W końcu zatrzymaliśmy się przy jeziorze, gdzie był mostek oraz kilka łódek.
- Popływamy łódką. – oznajmił Nialler, gdy właśnie miałam zapytać, po co tu przyjechaliśmy.
- Okay – powiedziałam tylko, po czym weszłam na łódkę, która lekko się chwiała. Niall wszedł zaraz za mną, po czym odpłynęliśmy dobry kawałek od brzegu. Zatrzymaliśmy się na środku jeziora. Wieczór mijał spokojnie. Znów poczułam przez moment, że jest dobrze, mimo, że wcale tak nie było. Czas spędziliśmy rozmawiając i głośno się śmiejąc tak, jak to było przedtem…

*Miesiąc później*
Obudziłam się przecierając zaspane jeszcze oczy. Spojrzałam na widok za oknem, gdzie dostrzegłam, że obecnie pada. Zobaczyłam na ekranie telefonu, że jest godzina 7. Wstałam powoli, a następnie wykonałam, jak zawsze, poranne czynności. Kiedy stałam w samej bieliźnie przed garderobą wybrałam zestaw na dziś, a chwilę potem miałam to założone na sobie. Związałam włosy w kucyka, po czym wykonałam jeszcze kilka czynności. Zeszłam na dół, gdzie zrobiłam sobie śniadanie. Muszę się pośpieszyć, gdyż o 9 mam samolot. Lecę do Hiszpanii, gdzie chłopacy mają tam dwa koncerty. Kinga i Patricia również już tam są. Nie mogłam polecieć z nimi wszystkimi w jednym dniu, gdyż wczoraj miałam kolejną wizytę u lekarza, a ja nie mogłam zmieniać terminów. Gdy zjadłam kanapki, które wcześniej zrobiłam, wrzuciłam talerz do zlewu, po czym postawiłam walizkę przed wyjściem. Telefon schowałam do torebki, a następnie upewniając się, że mam już wszystko, oczekiwałam na przyjazd taksówki. Kiedy usłyszałam trąbienie, wzięłam swoje rzeczy przed dom. Taksówkarz odebrał ode mnie walizkę, a ja zamknęłam drzwi na klucz. Wsiadłam do auta, po czym odjechałam stąd w kierunku lotniska…



Będąc już w samolocie założyłam słuchawki na uszy, po czym włączyłam pierwszą piosenkę z playlisty. Czekają mnie około dwie godziny lotu, gdyż dokładnie nie wiem, ile. Kiedy stewardessa mówiła, nie słuchałam. Chciało mi się tak strasznie spać, co nie jest dla mnie dziwne, bo mimo, iż się wyspałam to ostatnio jestem bardziej senna i tak jest od pewnego czasu. Nie wiem, czy to jedno ze skutków białaczki, nie znam się się na tym. Moje powieki powoli się zamykały, a mój organizm chciał snu.
W pewnym momencie samolot się zaczął dziwnie poruszać, a przez to moje ciało się nagle rozbudziło. Wyjęłam słuchawki z uszu, gdzie kobieta powiadamiała o awarii oraz prosiła o zachowanie spokoju. Samolot zaczął się trząść, a na twarzach ludzi pojawiła się panika. Co do cholery?! Wszystko działo się tak szybko, a ja mój mózg nie nadążał za tym wszystkim. Czułam, że nadchodzi koniec…

Z perspektywy Harry’ego
Stałem na lotnisku czekając, aż samolot Caroline przyleci. Powinien być lada chwila. Kiedy czas mijał, a Caroline nigdzie nadal nie było widać, zaczynałem się niepokoić. Podszedłem do jednego z pracowników, aby się czegoś dowiedzieć.
- Przepraszam, kiedy samolot z Londynu, który powinien być tu już kilka minut temu, tutaj wyląduje? – zapytałem.
- Ten samolot? Rozbił się niedaleko lotniska. Podczas lotu wystąpiła awaria z podwoziem. Nikt nie ocalał. Przykro mi...


~ ~ ~
Tak, jak pisałam ostatnio, jest to ostatni rozdział tego opowiadania. W tygodniu lub w weekend pojawi się epilog. Mam nadzieję, że rozdział się podoba, choć trochę.
Zauważyłam, że pod moimi rozdziałami ostatnio nie ma za wiele komentarzy, więc mam nadzieję, że tym razem będzie ich więcej...

Kocham Was,
AnotherGirl
1.jpg
Tagi: part 69...
15.02.2015 o godz. 20:06
CZYTASZ = KOMENTUJESZ ♥



- Karo, powiedz mi, kiedy chcesz im powiedzieć? Masz zamiar w ogóle im powiedzieć? – zapytałam spokojnie, gdyż po prostu chciałam wiedzieć. Co zrobi przyjaciółka, jej sprawa, lecz wolałabym, aby jednak powiedziała reszcie o wszystkim, a szczególnie Patrycji i Niall’owi, gdyż to trudna sprawa, a ja… ja sama nie mogę nadal tego przyjąć do świadomości, a co dopiero inni. Najbardziej boję się o szatynkę, gdyż cała ta chora sytuacja źle na nią działa, widać to. Lecz tylko ja to widzę, bo tylko ja wiem, co tak naprawdę się z nią dzieje.
- Nie wiem, co zrobię. Nie pytaj, bo sama nie wiem, czy im powiem. – powiedziała, a zaraz po jej słowach drzwi się uchyliły, a w nich stanęła Patricia.
- Powiesz im, co?

- Um… nic. – powiedziałam. – Po prostu się trochę źle czuję, a Kinga już wyolbrzymia sprawę. – skłamałam. Machnęłam ręką uśmiechając się lekko, co wcale nie jest szczere. Nie powiem przecież, że to, co mi jest to nie jest zwykły ból brzucha, czy głowy. To jest coś gorszego, o wiele gorszego, a ja nie chcę nikogo martwić.
- Weź sobie jakieś tabletki. – rzekła uśmiechając się, choć widziałam, że się troszczy. Przykro było patrzeć w jej oczy, kiedy ją po prostu okłamałam. Źle się z tym czuję, ale tak będzie po prostu lepiej.
- Okay. – mruknęłam. – Ja teraz muszę iść coś załatwić. Wrócę za niedługo. – oznajmiłam. Nim wyszłam z pokoju pokazałam Kindze znak, aby była cicho. Wyszłam z domu kierując się w jednym celu…

Z perspektywy Kingi
- Czy Karolina nie jest jakaś dziwna? – zapytała Patrycja siadając na łóżku z taką miną po której zawsze było wiadomo, że się czymś zamartwia.
- Zdaje ci się. – mruknęłam.
- Jestem pewna, że coś ją gryzie. Wiesz coś, co może być powodem jej zmiany? – zapytała.
- Myślę, że najlepiej będzie, kiedy ona sama będzie gotowa to powiedzieć. To jej sprawa. Ja nie mogę tu nic zrobić. – powiedziałam, po czym wróciłam do swojego pokoju zostawiając przyjaciółkę samą. Czuję się źle tak robiąc, ale wiem, że to, co dzieje się u Caroline nie jest czymś, co da się szybko rozwiązać i o tym zapomnieć. Tego w ogóle nie da się zmienić. To padło na nią tak nagle. Mam wrażenie, jakbym z każdym dniem zauważała zmiany w jej wyglądzie. Jakby robiła się słaba. Może ona już odpuściła? Co jeśli ona się już poddała?

Z perspektywy Karoliny
Zaraz po wyjściu z budynku uderzył we mnie silny podmuch wiatru. Zastanawiam się, po co w ogóle się tu wybrałam. Przecież oczywiste było to, że nie mogę spodziewać się niczego dobrego. Czy w moim życiu stanie się w ogóle jeszcze coś dobrego? Nie wiem, co mam ze sobą zrobić. Nie chcę wracać do domu. Nie chcę niczyjej troski, ani patrzeć na to, jak każdy się o mnie martwi. Nie chcę zwracać na siebie uwagi, a czego najbardziej nie chcę to pytań. Po chwili zdecydowałam, że wybiorę się do pobliskiej kawiarni, aby na spokojnie o wszystkim pomyśleć. Będę dziś po prosu z dala od wszystkiego i wszystkich, gdyż jedyne, czego teraz chcę to samotności. Tego potrzebuję, tak myślę. Wyłączyłam telefon, chowając go do kieszeni, po czym weszłam do lokalu zajmując miejsce, przy oknie. Zamówiłam szarlotkę oraz cappuccino. Czekając na to zastanawiałam się, jak będzie wyglądać to wszystko, gdy umrę. Kto tak naprawdę będzie za mną tęsknić? Patrycja, Kinga, rodzice na pewno. Ale, czy Niall będzie tęsknić, choć trochę? Czy on mnie nadal kocha? Może jestem mu już teraz obojętna. W sumie sama nie wiem, co o tym myśleć. Nigdy nie sądziłam, że umrę tak szybko. Cóż… los po prostu tak chciał. Tak było mi pisane, abym odeszła stąd szybciej, niż powinnam. Ja muszę tylko to zaakceptować, pogodzić z tym faktem. Ale czy potrafię? Nie i nigdy się z tym nie pogodzę. Umrę z myślą, że los znów nie był sprawiedliwy wobec mnie…

Z perspektywy Patrycji
Kiedy na zegarze wybiła godzina 22:00 do domu wróciła Caroline. Odetchnęłam z ulgą, że wreszcie jest. Powoli zaczęłam się martwić, że coś się stało.
- Gdzie byłaś? –zapytałam spokojnie.
- Umm…tu i tam. – mruknęła, po czym szybko weszła pod schodach na górę znikając z mojego pola widzenia. Niepokoję się, gdyż dziwnie się zachowuje. Nigdy jej takiej nie widziałam. No może raz, czy dwa. Ale wtedy było tak, że nie miała po prostu humoru, lub coś ją męczyło i się tak zachowywała. Jaki powód jest tym razem?

Następny dzień rozpoczęłam, jak zawsze, od porannych czynności. Piżamy zamieniłam na ubrania z zestawu (oprócz torebki i okularów), a na nogi założyłam zwykłe białe trampki. Włosy związałam w wysoki kitek, a następnie wyszłam z pokoju. Robiąc śniadanie, usłyszałam, jak ktoś wchodzi do środka. Okazało się, że to chłopacy. Zayn pomógł mi przy śniadaniu, aby było szybciej, a reszta siedziała w salonie oglądając telewizję. Gdy wszystko było już gotowe wszyscy usiedli przy stole. Kinga przyszła, a chwilę potem Karolina.
- Carolyn, chodź na śniadanie. – powiedziałam z uśmiechem.
- Nie, dziękuję. Nie jestem głodna. – rzekła słabo.
- Nic ci nie jest? Jesteś jakaś taka blada.– zauważyłam. Dopiero spostrzegłam, że wszystkie pary oczu skierowane są raz na szatynkę, a raz na moją osobę.
- Nie, nic. Muszę się tylko przewietrzyć. Nie czekajcie. – mruknęła unikając wzroku kontaktowego ze mną, po czym wyszła z domu.
- Dobra, Kinga, mów, co się z nią dzieje. – powiedziałam stanowczo.

Z perspektywy Karoliny
Idąc przed siebie usłyszałam znajomy głos. Odwróciłam się widząc za sobą Sandrę. Tak dawno z nią nie rozmawiałam.
- Cześć. Co u ciebie? – zapytała.
- Nie za dobrze. – powiedziałam zgodnie z prawdą. Kiedy dziewczyna zapytała, co się stało, milczałam. Nie wiem, czy jej mówić. Nie chce, aby za dużo osób o tym wiedziało, bo tu nie ma się czym chwalić. Wystarczy, że o tym tylko pomyśle i chce mi się płakać.
- Caro, co się stało? – zapytała po raz drugi, kiedy nie odpowiadałam. Łzy zaczęły spływać po moich policzkach nawet nie wiem, kiedy to się stało.
- Ja umrę, rozumiesz?! Umrę! – krzyknęłam szlochając. I tak to było. Powiedziałam jej wszystko mimo, iż nie chciałam. Nie chciałam, by ktokolwiek wiedział. Wystarczy, ze wie Kinga. A to i tak już zbyt wiele…


Po dwóch godzinach przesiadywania na ławce w parku, wróciłam do domu zapraszając do siebie Sandrę, gdyż chciałam spędzić z nią trochę czasu. Wchodząc do domu, było przerażająco cicho.
- Chodźmy do salonu to… - powiedziałam jej w momencie wejścia do pomieszczenia. Zobaczyłam tam Patrycję, Kingę oraz całe One Direction. U każdego widniał wielki smutek. Po Patrycji widać było, że przed chwilą płakała. Jestem pewna, że wiedzą. Nie da się zaprzeczyć. Z trudem przełknęłam ślinę. Czułam się źle. Oni wiedzą.
- To prawda? Chorujesz na białaczkę? – zapytała Patricia wycierając łzę, która właśnie spływała po jej lewym policzku.
- Tak, to prawda...


~ ~ ~
Wyrobiłam się przed poniedziałkiem. :)
Jeżeli już piszę to chciałabym Was powiadomić, że napiszę jeszcze jeden rozdział, a potem epilog i kończę TO opowiadanie. Skończę go według planu. Cieszę się, że wytrwałam do końca. Jesteście ciekawi, jak zakończy się ta historia?
Czekam na Wasze opinie.
Mam nadzieję, że będzie ich dużo, gdyż pod ostatnim jest obecnie tylko 4 komentarze...
Ale ja wszystko rozumiem, że nie na wszystko ma się czas. Ja też nie mam go tyle, ile bym chciała.
Cieszę się, że wytrzymaliście tyle czasu ze mną.
Mam nadzieję, że wytrwacie do epilogu i kolejnych opowiadań (o, ile będziecie je chcieli)...

Kocham Was,
AnotherGirl
4.jpg
Tagi: part 68...
08.02.2015 o godz. 23:28
CZYTASZ = KOMENTUJESZ ♥



Zamarłam, kiedy wymierzył ją we mnie, trzymając mnie ponownie za gardło, tym razem do tego stopnia, że nie mogłam nabrać powietrza.
- Jednak załatwię najpierw ciebie! – wysyczał. Williamson próbowała się wyrwać, lecz była przywiązana zbyt mocno.
- To nie ja to zrobiłam. To sprawka Max’a! On ją prześladował i robił jej krzywdę, a mnie groził, że mnie zabije, jeśli cokolwiek powiem. Nie wiedziałam, że tak się to potoczy wszystko. Przysięgam. Ja nic jej nie zrobiłam! – powiedziała, gdyż nie miała sił krzyczeć. Mężczyzna na moment rozluźnił uścisk, lecz nie ruszył się. Wykorzystałam moment. Ruszyłam się, a Daniel wracając myślami zaczął się ze mną szarpać wciąż trzymając przedmiot w ręce. W tym momencie do środka weszła policja.
- Rzuć broń i zostaw tę dziewczynę! - krzyknął jeden z policjantów. W tej chwili jedyne, co usłyszałam to strzał…

Otworzyłam oczy, kiedy zamknęłam je w momencie strzału. Rozejrzałam się wokół. Jeden z policjantów zakładał kajdanki na ręce mężczyzny wyprowadzając go. Widziałam w oddali, jak zabrali jeszcze jego wspólników. Rozejrzałam się w jednym kierunku. Kinga. Podbiegłam do niej, kiedy siedziała skulona z głową schowaną między rękoma. Dziewczyna słysząc, ze jestem obok podnosiła głowę do góry patrząc na mnie załzawionymi oczami.
- Wszystko w porządku? Nic ci nie jest? – spytałam spanikowana sprawdzając, czy nie ma żadnych obrażeń.
- Nie-e, nic. – rozpłakała się jeszcze bardziej.
- Shh… Nie płacz, kochana. To już koniec. Teraz będzie już lepiej. Rozumiesz? Już więcej nie będziesz cierpieć. – powiedziałam przytulając ją do siebie. Dziewczyna płakała jeszcze przez kilka minut, a gdy miała już dość, pomogłam jej wstać.
- Już dobrze? – zapytałam.
- Tak, już tak. Dziękuję za wszystko, za to, że byłaś ze mną. – powiedziała ocierając łzy.
- Nie ma za co, Kika. Od tego jestem, nie? – zapytałam uderzając ją w ramie, aby rozluźnić atmosferę.
- Mam najlepszych przyjaciół pod słońcem! – powiedziała lekko się uśmiechając. Dopiero teraz przypomniałam sobie, że Niall też tu jest. Blondynka widząc najprawdopodobniej Horan’a za moimi plecami, wyszła na zewnątrz, aby porozmawiać z policjantem, który chciał z nią rozmawiać. Odwróciłam się w jego kierunku nawiązując z nim kontakt wzrokowy.
- Niall. – powiedziałam prawie szeptem. Chłopak od razu do mnie podszedł, a ja mocno wtuliłam się w jego ramiona. Staliśmy tak dłuższą chwilę nic nie mówiąc. Po prostu oboje cieszyliśmy się z tego momentu, a żadne z nas najwidoczniej nie chciało tego przerywać. W końcu ja to zrobiłam.
- Przepraszam za to, jak się zachowywałam wobec ciebie. Nie wiem, dlaczego tak zrobiłam. Tak naprawdę dziękuję ci za to, co zrobiłeś. Przyjechałeś tu specjalnie, że… - mówiłam, kiedy mi przerwano.
- Musiałem tu być, z wami. Z tobą. – powiedział uśmiechając się. Odwzajemniłam to.
- Dziękuję za wszystko! – powiedziałam szeptem, bojąc się, jakby cały świat miał usłyszeć moje słowa. Niall na szczęście to usłyszał.
- Wszystko dla ciebie, księżniczko. – powiedział całując mnie w czoło, po czym ponownie mnie do siebie przytulił…

Z perspektywy Kingi
I zgodnie z planem, gdy tylko skończyło się to wszystko, trzy dni później znaleźliśmy się w Londynie. Aktualnie wychodzimy z lotniska, kierując się w stronę taksówek wraz z Niall’em i Karoliną. Mogliśmy zadzwonić po któregoś z chłopaków, aby po nas przyjechał, lecz wraz z szatynką uznałyśmy, że zrobimy im niespodziankę. Horan podał adres, a taksówkarz zrobił swoje. Kilka minut później znaleźliśmy się pod posiadłością One Direction. Tęskniłam za tym wszystkim. Jak dobrze wreszcie tu wrócić. I już nie muszę się bać własnego cienia. To jest chyba to, z czego najbardziej się cieszę, gdyż żyjąc w strachu, obawiałam się mojego dalszego życia. Przerażało mnie to, że do końca życia wszystko będzie wyglądać właśnie tak, ale mój los wreszcie się zmienił, na lepsze. Dobrze, że wreszcie ten koszmar się skończył…

Z perspektywy Karoliny
Kiedy weszłam za Niall’em do domu chłopaków, było cicho, co jest dziwne, bo w tym domu zawsze panował chaos. Poszłam w głąb willi, gdzie wszyscy siedzieli na kanapach. Chłopacy grali w jakąś grę, a Patrycja zajmowała miejsce obok Zayn’a przytulając się do niego.
- Jesteśmy! – krzyknął Niall zwracając na siebie ich uwagę. Wszyscy wstali z miejsc widząc za Blondynem mnie i Kingę.
- Dziewczyny! – krzyknął Harry podbiegając do nas, lecz Patricia i tak go wyminęła. Przytuliła się najpierw do Kingi, mówiąc, że tak strasznie się cieszy, że tu jest, a następnie podeszła do mnie nie wiedząc do końca, czy powiedzieć cokolwiek i co zrobić. Pierwsza zrobiłam krok w jej kierunku i przytuliłam ją, gdyż tęskniłam za nią.
- Gniewasz się nadal? – szepnęła mi cicho mi do ucha tak, abym słyszała to tylko ja.
- No coś ty. Już nawet nie pamiętam, o co poszło. – powiedziałam do niej, uśmiechając się. Dziewczyna odwzajemniła to, a następnie pozwoliła chłopakom wreszcie do mnie dojść. Louis widząc mnie rzucił się na mnie, dosłownie. Wylądowałam na podłodze, a on na mnie, ciesząc się, jak dziecko.
- Carolyn wróciła! – krzyknął przeraźliwie głośno, aż zadźwięczało mi w uchu. W końcu Liam go odepchnął, pozwalając mi wstać, a jemu mówiąc, żeby się uspokoił.
- A więc to tam pojechałeś! – rzekł Zayn zerkając na mnie i się uśmiechając. Niall nic mu nie odpowiedział, a wszyscy usiedli na swoich poprzednich miejscach. Malik poszedł po coś do picia, po czym wrócił z alkoholem. Wszystko tylko po to, aby mieć okazję do picia. Przewróciłam oczami na tę myśl i uśmiechnęłam się patrząc na wszystkich, gdyż brakowało mi tego widoku. Strasznie za tym tęskniłam…

Gdy obudziłam się następnego dnia czułam się inaczej, niż zazwyczaj, gdy tu byłam. Powodem tego uczucia jest dzisiejsza wizyta u lekarza. I w ciągu sekundy wszystkie myśli na temat białaczki zajęły moją głowę, jak bomba, która właśnie wybuchła rozrzucając wokół wszystko, co zniszczyło. Wiedziałam, że dzisiejszy poranek nie należy już do pozytywnych. Rozwiązałam jeden problem, aby wejść w drugi. Lecz z tego nie wyjdę tak szybko. Fakt faktem jest to, że w ogóle z tego nie wyjdę.
Wstałam z łóżka, a następnie podeszłam do garderoby, gdzie wyciągnęłam zestaw, a następnie udałam się w kierunku łazienki, gdzie wykonałam wszystkie poranne czynności, po czym założyłam ciuchy na siebie. Rozczesałam włosy zostawiając rozpuszczone, a czapki nie zakładałam, więc położyłam ją na krześle, po czym wyszłam z pokoju, kierując się na dół, do kuchni. Nie zastałam tam, ani w pomieszczeniu obok przyjaciółek, więc stwierdziłam, że obie nadal smacznie śpią. Jako, że wstałam, jako pierwsza postanowiłam zrobić śniadanie dokładnie tak, jak przedtem to było. Wyciągnęłam potrzebne rzeczy, po czym zabrałam się za wykonywanie jajecznicy na bekonie. Po kilku minutach trzy porcje leżały na stole, a jak na zawołanie, dziewczyny akurat weszły do pomieszczenia, gdzie dopadł je od razu zapach jedzenia. Zaśmiałam się widząc je obie z poczochranymi włosami. Patricia i Kinga mruknęły krótkie „cześć”, po czym usiadły i zajęły się śniadaniem. Ruszyłam ich śladami, a po dłuższej chwili pomieszczenie zapełniło się naszymi śmiechami i głośnymi rozmowami praktycznie o niczym.

Z perspektywy Kingi
Kiedy wszystkie trzy talerze zrobiły się puste, posprzątałyśmy, po czym wszystkie udałyśmy się do swoich pokoi. Ja zamiast pójść do siebie, podążyłam za Karoliną, z którą zamierzałam porozmawiać, nim wyjdzie z domu. Weszłam za nią do jej pokoju, zamykając za sobą drzwi.
- W czym ci pomóc, Kika? Za niedługo wychodzę, więc… - powiedziała odwracając się w moim kierunku. Nie pozwoliłam jej na dokończenie tego, co chciała powiedzieć.
- Karo, powiedz mi, kiedy chcesz im powiedzieć? Masz zamiar w ogóle im powiedzieć? – zapytałam spokojnie, gdyż po prostu chciałam wiedzieć. Co zrobi przyjaciółka, jej sprawa, lecz wolałabym, aby jednak powiedziała reszcie o wszystkim, a szczególnie Patrycji i Niall’owi, gdyż to trudna sprawa, a ja… ja sama nie mogę nadal tego przyjąć do świadomości, a co dopiero inni. Najbardziej boję się o szatynkę, gdyż cała ta chora sytuacja źle na nią działa, widać to. Lecz tylko ja to widzę, bo tylko ja wiem, co tak naprawdę się z nią dzieje.
- Nie wiem, co zrobię. Nie pytaj, bo sama nie wiem, czy im powiem. – powiedziała, a zaraz po jej słowach drzwi się uchyliły, a w nich stanęła Patricia.
- Powiesz im, co?


~ ~ ~
Znowu wstawiam rozdział z opóźnieniem.
Przepraszam, przepraszam, przepraszam.
Opóźnianie się to chyba powoli staje się u mnie normą, lecz to nie moja wina. Miałam po raz kolejny problemy techniczne z komputerem. Tym razem był to internet. Chciałam wczoraj już wstawić, ale jak na złość musiało się coś zdarzyć.
Tak, czy siak dodaję ten rozdział dopiero dziś.
Mam nadzieję, że wybaczycie, choć to zdarza się po raz kolejny z czego nie jestem wcale zadowolona...
Dziękuję za zrozumienie. : )

Kocham Was,
AnotherGirl
3.jpg
Tagi: part 67...
02.02.2015 o godz. 19:35
CZYTASZ = KOMENTUJESZ ♥



Teraz chwila prawdy. Niall podjechał samochodem za drzewa, za którymi też się schowaliśmy i wszystko widzieliśmy. Mężczyzna, który wciąż śledził szatynkę, usiadł w swoim samochodzie czekając, aż ona będzie przechodzić obok jego auta. Każdy wiedział, co miał zamiar zrobić. Kiedy Karolina tylko mijała czarny samochód, osoba w kapturze wyszła szybko podchodząc do niej i łapiąc ją za ramię. Krzyknęła widząc, co próbuje zrobić. On zakrył jej buzię swoją ręką, po czym wsadził szybko do bagażnika, a następnie wsiadł za miejsce kierowcy.
- Gotowa? – zapytał Niall, zapalając silnik samochodu.
- Jasne. Chcę z tym skończyć raz na zawsze…


Akcja toczyła się szybko, lecz zbyt wolno dla mnie. Mimo, iż wszystko jest zaplanowane to boję się, że coś może się nie udać, że mężczyzna może coś zrobić Karolinie. Podziwiam ją za taką odwagę i poświęcenie, ale myślę, że pewnie jest lepszy i bezpieczniejszy pomysł na załatwienie prześladowcy raz na zawsze. A my z tego nie skorzystaliśmy. Jak mogłam się zgodzić na tak coś niebezpiecznego? Przecież, jeśli jej się coś stanie, nie wybaczę sobie tego. Ale cóż… nie ma już odwrotu. Nie zmienię nic już. Teraz trzeba tylko grać do końca. Nie mogę się zatrzymać, muszę iść dalej.

Z perspektywy Karoliny
Po tym, jak prześladowca wrzucił mnie do bagażnika, odjechał z miejsca zdarzenia. Złapał mnie za rękę tak mocno, że do teraz czuję potworny ból, lecz wiem, że to uczucie, gdy ktoś cię prześladuje, chodzi za tobą krok w krok, a ty czujesz się bezradny w końcu się skończy, już niedługo. Od jutra będzie normalnie, o ile plan się powiedzie. Przetrwam to, przetrwam to. Leżąc w niewygodnej pozycji w bagażniku jedyne, co słyszałam to piosenkę, która aktualnie leciała w radiu, nie wiem, co to było, gdyż ja słyszałam niewyraźną melodię i ledwo słyszalny tekst. Auto się teraz trochę trzęsło, co ja mówię, strasznie trzęsło. Najwidoczniej musieliśmy zjechać na jakąś polną drogę, gdyż niemożliwe, żeby było inaczej. W filmach zawsze tak jest, nie? Przeważnie jest to morderca, który porywa swoje ofiary po ty tylko, albo je gdzieś więzić, lub po prostu zabić. Mam tylko nadzieję, że nie planuje zrobić tego drugiego. Zawsze jakby coś to potrafię się obronić, no chyba, że wtedy będzie więcej osób to nie dam rady. W końcu samochód się zatrzymał, a ja westchnęłam z ulgą, gdyż ta jazda była strasznie niewygodna. Nie wytrzymałabym tak długo. Pierwsze, co usłyszałam to trzaśnięcie drzwiami, a następnie otwierający się bagażnik. Dasz radę, mówiłam do siebie, dasz radę, a następnie po mojej pocieszającej myśli zobaczyłam postać całą na czarno. Miał założony kaptur i kominiarkę, najwidoczniej nie chciał, abym go widziała. Postać, która stała przede mną pociągnęła mnie za ramię, abym wstała. Zrobiłam to, odczuwając ból ręki. Wyrwałam się pokazując mu, aby mnie puścił. Cała droga zajęła zaledwie dwie minuty, gdyż zaraz ujrzałam budynek. Niestety, miejsce, w którym byłam było daleko od innych ludzi. Jak to możliwe, że w tak krótkim czasie zdążył mnie wywieść na jakieś pustkowie?
Weszłam do środka tego budynku. Najpierw szłam drugim korytarzem, a potem weszłam do jednego z pomieszczeń, w którym zapewne spędzę czas.
- Usiądź. – rozkazał mężczyzna, po czym sam zajął miejsca naprzeciwko mnie. Siedziałam tak przyglądając mu się dokładnie, lecz nie mogłam stwierdzić, jak wygląda, gdyż twarz miał wciąż zakrytą.
- Co chcesz ode mnie i mojej przyjaciółki? – zapytałam krzyżując ręce i pokazując, że wcale się nie boję. Nie dam się przestraszyć.
- Nic od was nie chcę. Twoja przyjaciółka musi tylko zapłacić za to, co zrobiła. – powiedział.
- Za co? – dopytywałam.
- Nikt nie ucieknie od tego, co zrobił. Role musiały się kiedyś odwrócić. – powiedział ignorując moje pytanie. Nie wiedziałam i nie rozumiałam, o co chodzi.
- Może by tak jaśniej? – mruknęłam.
- Każdy kiedyś zapłaci za krzywdy, jakie wyrządził innym. Kingi czas naszedł właśnie teraz…

Z perspektywy Niall’a
- Cholera jasna, Niall! Nie mów, że ich zgubiłeś! – krzyknęła. Zgubiliśmy trop, co sprawiło, że zrobiło mi się gorąco, a krzyki Blondynki wcale mi nie pomagały.
- Przestań krzyczeć. Też mogłaś patrzeć! – powiedziałem zdenerwowany.
- Och, tak? A więc teraz to moja wina! – mruknęła.
- Uspokój się i daj mi się skupić na drodze. – wymamrotałem. Dziewczyna się już nie odezwała tylko odwróciła w stronę okna. Skręciłem w lewo, gdyż byłem pewien, że tam skręcił mężczyzna, nim go zgubiłem. Pomyślałem chwilę, gdzie pojechać teraz. Po kilku próbach i myśli, że odnajdę odpowiednią drogę, dojechałem polną ścieżką do jakiegoś budynku, który wyglądał na opuszczony. Ucieszyłem się, gdy zobaczyłem auto, które wcześniej zgubiłem.
- Kinga, patrz! – powiedziałem wskazując na samochód stojący kilka metrów dalej. Dziewczyna poprawiła się nerwowo na siedzeniu. Podjechałem za wysokie drzewa, aby nie było nas widać. Williamson wykonała jeden telefon, po czym oboje wysiedliśmy z auta kierując się w jednym kierunku…

Z perspektywy Karoliny
- Co ty pieprzysz?! – krzyknęłam pewna siebie, nie bałam się go.
- Uspokój się. Nie myśl sobie, że ciebie nie zabiję. – powiedział.
- Nie boję się ciebie! – wysyczałam.
- A może powinnaś. Nie wiesz, skarbie, do czego mogę się posunąć. – powiedział spokojnym głosem, lecz z tym błyskiem w oczach.
- Nie boję się ciebie! – powtórzyłam swoje słowa. To, co powiedział sprawiło, że lekko zadrżałam, lecz starałam się nie pokazywać jakiegokolwiek cienia strachu. Denerwowało mnie to, strasznie denerwowało, że nadal nie wiedziałam, jak wygląda. – Nic mi nie zrobisz! Za niedługo ktoś zauważy, że nie wracam, a wtedy zaczną mnie szukać! – mówiłam, aby myślał, że nikt nie wie o tym, co się teraz dzieje, ani żeby się nie domyślił, że to wszystko to jedna wielka pułapka na niego.
-Kto cię znajdzie? Nikt. A wiesz, dlaczego? Bo jesteśmy na pustkowiu. Tylko pełno drzew. Żadnych ludzi w pobliżu nie ma. – rzekł z satysfakcją. Przysięgam, że zdejmę mu zaraz ten uśmieszek. Strasznie mnie denerwuje, a co bardziej, przeraża mnie. - Nie bój się, ciebie też zabiję. Kiedy tylko dostanę twoją przyjaciółkę w swoje ręce nie będziesz mi już potrzebna.
- Żebyś się nie zdziwił, jak sprawy się mogą potoczyć. – mruknęłam cicho, jakby bardziej do siebie. Mężczyzna nie usłyszał, co mówiłam i dobrze. Kiedy wstał, ja również to zrobiłam, po czym szybkim ruchem zdjęłam kominiarkę z jego twarzy. Kiedy go zobaczyłam, byłam pewna, że gdzieś go już widziałam.

Z perspektywy Kingi
Minęło z jakieś sześć minut odkąd zadzwoniłam na policję, aby zawiadomić o przebiegu akcji. O wszystkim wiedzą od wczoraj. Niall poszedł to zrobić, gdyż ani ja ani Caro nie mogłyśmy tam iść. Radiowozów nie widać nadal mimo, iż obiecali zjawić się szybko.
- Idę się porozglądać. – powiedziałam.
- Jest już ciemno, a z resztą, co, gdy cię złapią? – zapytał Horan.
- Nie złapią. Zaraz wracam. – powiedziałam szybko, po czym wyszłam z auta nim chłopak zdążył się odezwać. Mimo ciemności i tak kucnęłam, aby nie było mnie widać, aż tak. Kiedy poszłam na tyły budynku, upewniłam się, że nie będzie z tej strony mnie widać, więc stanęłam na nogi, po czym zaglądałam do każdego okna, aby sprawdzić, czy gdzieś nie zauważę przyjaciółki. Kiedy chciałam przejść obok drugich drzwi niezauważalna wyszło z nich dwóch mężczyzn, którzy od razu mnie zauważyli.
- Cholera! – zdążyłam tylko powiedzieć, gdyż nie miałam żadnej drogi ucieczki…

Z perspektywy Karoliny
- Szkoda, że nie mogę zabić cię już teraz. Zrobiłbym to z wielką chęcią. – mruknął.
- To zrób to. No dalej! – krzyknęłam, gdyż miałam dosyć już tego wszystkiego. Kiedy chciał coś powiedzieć do środka weszło dwóch mężczyzn prowadząc ze sobą Blondynkę.
- Szefie popatrz, kogo spotkaliśmy. – powiedzieli. Zaczęło mi się robić gorąco, gdyż właśnie mają to, co tak bardzo chcieli. Strach przejął władzę nad całym moim ciałem. Jest źle, bardzo źle.
- No proszę, proszę. – powiedział zadowolony. Williamson widząc jego twarz zdziwiła się, ale zaraz po tym widziałam przerażenie w oczach. Zna go.
- To ty… - wymamrotała tylko. Stała w jednym miejscu patrząc na osobę, która mnie porwała i mnie tu przetrzymywała.
- A więc mnie pamiętasz. – powiedział z tym zadziornym uśmieszkiem.
- O co tu do cholery chodzi?! – krzyknęłam nic z tego nie rozumiejąc. Zwróciłam tym na siebie uwagę, lecz nie obchodziło mnie to. Jeden z tych, który przyprowadził moją przyjaciółkę posadził ją na siłę na krześle, naprzeciwko mnie. Następnie mocno przywiązał ją do krzesła, aby nie mogła się odwiązać, ani ruszyć. Potem podszedł do mnie robiąc to samo, lecz, jak na moje za luźno, więc z łatwością mogę się rozwiązać, tak myślę. Obaj mężczyźni wyszli z pomieszczenia.
- Co chcesz ode mnie? – zapytała patrząc przez cały czas z wściekłością na szefa tej grupy. Jej ręce drżały. Bała się go. Z resztą ja też, od kiedy tylko zauważyłam broń, której kawałek wystawał z jego kieszeni od spodni.
- Pamiętasz moją siostrę, Ali, prawda? – zapytał, choć znał odpowiedź.
- Jasne, więc, co chcesz ode mnie? Czemu mnie śledzisz, czemu mnie prześladujesz, Daniel? – zapytała wyrzucając z siebie pytania, których odpowiedź chciała znać, w sumie ja też.
- Robię to samo, co ty robiłaś mojej siostrze. Teraz ona nie żyje, przez ciebie, a ja obiecałem sobie, że zapłacisz za jej cierpienie! – wykrzyczał wyciągając broń, a następnie mierząc ją w kierunku Kingi.
- Przysięgam, ja nie mam z tym nic wspólnego! – krzyknęła. Jej oczy w ciągu sekundy napełniły się łzami, tak samo, jak moje. Czułam się winna, ze nic nie robię, kiedy moja przyjaciółka może zaraz być tu trupem. Odwiązałam się tak szybko, ale próbując zrobić to tak, aby nie było tego widać.
- Zostaw ją do cholery! – krzyknęłam. Stanęłam przed przyjaciółką, tak, że cel był teraz wymierzony we mnie. – Jeśli masz tu kogoś zabić, zabij mnie!
- Kochanie, odsuń się. Ciebie to czeka również, więc ciesz się, póki możesz. Jesteś następna! – wyszeptał do mojego ucha. Kinga spojrzała na mnie załzawionymi oczami, a ja widząc ją, nabrałam sił, aby walczyć do końca. Wszystko w moich rękach, inaczej zginiemy obie. Mężczyzna stał teraz za mną trzymając jedną ręką mnie za gardło, a drugą trzymając broń i wymierzając w kierunku Blondynki.
- Ja nic nie zrobiłam twojej siostrze. To nie ja ją skrzywdziłam! – powtarzała ciągle te słowa wciąż płacząc. Uderzyłam z łokcia mężczyznę w twarz, który automatycznie upuścił rzecz, którą trzymał, łapiąc się za nos.
- Ty mała suko! – krzyknął, po czym złapał mnie mocno, abym nie mogła się ruszyć. Schylił się po broń, ciągnąc mnie ze sobą. Zamarłam, kiedy wymierzył ją we mnie, trzymając mnie ponownie za gardło, tym razem do tego stopnia, że nie mogłam nabrać powietrza.
- Jednak załatwię najpierw ciebie! – wysyczał. Williamson próbowała się wyrwać, lecz była przywiązana zbyt mocno.
- To nie ja to zrobiłam. To sprawka Max’a! On ją prześladował i robił jej krzywdę, a mnie groził, że mnie zabije, jeśli cokolwiek powiem. Nie wiedziałam, że tak się to potoczy wszystko. Przysięgam. Ja nic jej nie zrobiłam! – powiedziała, gdyż nie miała sił krzyczeć. Mężczyzna na moment rozluźnił uścisk, lecz nie ruszył się. Wykorzystałam moment. Ruszyłam się, a Daniel wracając myślami zaczął się ze mną szarpać wciąż trzymając przedmiot w ręce. W tym momencie do środka weszła policja.
- Rzuć broń i zostaw tę dziewczynę! - krzyknął jeden z policjantów. W tej chwili jedyne, co usłyszałam to strzał...


~ ~ ~
Naprawdę strasznie Was przepraszam, że się nie wyrobiłam, ale nie miałam zbytnio dostępu do komputera w weekend, aby skończyć rozdział w spokoju.
Wybaczcie, że zawiodłam Was kolejny raz w dodatku dając taki powiem szczerze nudny rozdział, gdyż planowałam to trochę inaczej.
Mam nadzieję, że mi wybaczycie, po raz kolejny...
Dziękuję Wam za to, że rozumiecie wiele rzeczy i ,że wciąż jesteście, tu, ze mną! : )
Dziękuję!!!

Kocham Was,
AnotherGirl
2.jpg
Tagi: part 66...
26.01.2015 o godz. 20:37
AnotherGirl
~ Goniąc za marzeniami ~
Skąd: Skąpe,Toruń, Polska
O mnie: Karolina, 16 : ) ~Directioner/Lovatic/Vampette/5SOSFam. Kontakt: • twitter: @carolinex_dd • ask: @girldreamsflooded
statystyki
sekcja użytkownika